abbbc

Horoskop z kwiatów – 3

RÓŻA

(od 29 sierpnia do 23 września)

Zmysłowy i pełen radości życia, z optymizmem podchodzi do problemów. Marzy o nieziemskiej miłości, pewnie dlatego wyjątkowo długo szuka partnera i czasem go wcale nie znajduje. Kochankiem bywa wymagającym. Jest tytanem pracy i mistrzem w samodoskonaleniu. Stawia wysoko poprzeczkę sobie i innym.

***

CHRYZANTEMA

(od 24 września do 18 października)

Rozważny i sprawiedliwy, uczciwy i konsekwentny, ale także krytyczny i wymagający wobec innych. Umie wybaczać, lecz nie zapomina doznanych przykrości. Długo podejmuje decyzję, ale potrafi zrobić to nieoczekiwanie i nagle zmienić pracę, dom, mieszkanie. W miłości lubi być zdobywany, kocha przygody, ale długo się waha, zanim zwiąże się z kimś na dłużej.

***

NAPARSTNICA

(od 19 października do 7 listopada)

Energiczny i dynamiczny, o silnej woli. Ma duże zdolności do zarządzania innymi ludźmi – urodzony szef. Z entuzjazmem angażuje się w słuszne sprawy. Brakuje mu nieco zdolności dyplomatycznych, dlatego też przysparza sobie czasem wrogów. Potrafi dochować tajemnicy. Słabo radzi sobie z własnymi problemami sercowymi i finansowymi.

***

IRYS

(od 8 listopada do 12 grudnia)

Inteligentny. Lojalny i wierny ludziom i sprawom. Ma skomplikowaną naturę. Pozornie przystępny i wesoły, otoczony gronem przyjaciół, w rzeczywistości pełen dystansu. Z zapałem poświęca się karierze, ale tylko wtedy, kiedy ma widoki na sukces. Chętnie podejmuje wyzwania, potrafi być bardzo wytrwały. Impulsywny. Często łamie serca płci przeciwnej.

***

MADRAGORA

(od 13 grudnia do 5 stycznia)

Ambitny i konsekwentny. Dąży do zdobycia władzy albo dużych pieniędzy. Ceni wymierne sukcesy. Lubi ryzyko, ale porażki wpędzają go w desperację. Krytyczny, dostrzega w ludziach ich słabe strony. Nieufny chociaż tolerancyjny. W życiu osobistym chłodny i zamknięty. Odsłania się tylko przed kimś, z kim jest w długotrwałym związku, komu nauczy się wierzyć.

 

med

Horoskop z kwiatów – 2

OSTRÓŻKA

(0d 11 do 31 maja)

Jest zawsze pewien swoich racji i broni ich do upadłego. Wierzy w siebie i potrafi walczyć o swoje dobre imię. Ma silną wolę. Choć energiczny i rozsądny, nie zawsze potrafi osiągnąć zamierzony cel. Przywiązuje dużą wagę do uczuć, ale trudności łatwo go zniechęcają. W przyjaźni lojalny, w życiu czasem cyniczny. Ceni materię i wygodę.

***

PASSIFLORA

(od 1 do 23 czerwca)

Dowcipny, pełen uroku, ale wrażliwy i łatwo go zranić. Skłonny do kompromisu. Jest zmienny – raz pragnie błyszczeć, innym razem woli schować się w cieniu. Mistrz flirtu, potrafi perfekcyjnie uwodzić, ale głębokie uczucia wyznaje z trudem. Świadom swoich intelektualnych zdolności tęskni do sukcesu, ale nie zawsze go osiąga, ponieważ brak mu wytrwałości.

***

ORCHIDEA

(od 24 czerwca do 11 lipca)

Kocha swobodę i niezależność, ale nie za cenę ciężkiej pracy. Uwielbia niespodzianki. Uparty, miewa czasem klapki na oczach. Potrafi być uroczy, ale bywa tez kapryśny i nieznośny. W małżeństwie wierny i oddany, skłonny do poświęceń. Umie jednak z życia czerpać i dla siebie, lecz robi to bardzo dyskretnie. Lubi się uczyć i poznawać nowe rzeczy.

***

LILIA

(od 12 lipca do 5 sierpnia)

Zrównoważony i dominujący, umie zachować dystans do ludzi problemów. Chłodna wyniosłość kryje często niezadowolenie z siebie. Nie lubi dobrych rad, ale sam sobie świetne radzi. Jest doskonale zorganizowany. Nawet złe wiadomości nie wytrącają go z równowagi. W miłości wymagający, choć sam nie daje z siebie wszystkiego.

***

MAK

(od 6 do 28 sierpnia)

Nie znosi monotonii, dąży do przyjemności, uciech, sukcesu. Wszystkich dookoła zaraża swoja radością. Jest niecierpliwy, a przeszkody go nie zrażają. W ludziach ceni przede wszystkim poczucie humoru i bystry intelekt. U inteligentnych przyjaciół potrafi przymknąć oko na inne wady. W miłości jest zazwyczaj kapryśny i niestały.

 

cdn…

 

mm11

Horoskop z kwiatów – 1

POWÓJ

Od 6 stycznia do 2 lutego

Ma mnóstwo oryginalnych pomysłów. Jest niezwykle inteligentny, choć czasem oderwany od rzeczywistości. Umie zarabiać duże pieniądze. W miłości ostrożny, nie znosi zaborczości. Nie lubi się wiązać na dłużej z jednym człowiekiem, sprawą czy miejscem. Szuka stale nowych wyzwań.

***

LOTOS

Od 3 lutego do 1 marca

Wrażliwy aż do przesady. Gotowy do poświęceń. Kocha liczną rodzinę i tęskni za prawdziwym domem, pełnym dzieci. Lubi kojarzyć pary. Sam uczuciowy i kochliwy, zmienia partnerów jak rękawiczki. Rozumie innych, bywa więc bardzo dobrym przyjacielem.

***

ŻONKIL

Od 2 do 21 marca

Jest urodzonym optymistą, konsekwentnie dąży do osiągnięcia szczęścia i pociąga za sobą innych. Szuka zgody i harmonii, wprowadza wszędzie dobrą energię. W uczuciach stały i lojalny. W przyjaźni wspierający, jednak rzadko rozumiany i z tego powodu często bywa samotnikiem.

***

FIOŁEK

Od 22 marca do 20 kwietnia

Wrażliwy i otwarty, doskonały powiernik tajemnic. Łatwo go urazić, ale wiele potrafi wybaczyć. Starannie dobiera sobie przyjaciół. W miłości niezbyt stały. Jest odważny i przebojowy. Szuka stale nowych przygód. Profesjonalny i pracowity, ponosi porażki z braku konsekwencji.

***

MALWA

Od 21 kwietnia do 10 maja

Wspaniałomyślny i towarzyski, lecz czasem także próżny. Kocha piękno we wszystkich jego przejawach. Uzdolniony artystycznie i zmysłowy. Ma dar przekonywania i z każdym potrafi znaleźć wspólny język. Jest bezkonfliktowy, ale potrafi też doskonale poradzić sobie z problemami.

 

cdn…

 

1937208_1007480529309248_2887025336226192222_n

Szczęśliwego Nowego Roku!

Weszliśmy w Nowy Cudowny Rok! Otworzyły się dla nas nowe możliwości i wiele pięknych doświadczeń. Jak zawsze, to głównie od nas i naszego nastawienia zależy, czy wykreujemy sobie mnóstwo szczęścia i sukcesów. Nasze myśli i emocje tworzą naszą rzeczywistość.

Rok 2016 ma numerologiczną wibrację DZIEWIĘĆ. To może być okres bilansu i rozliczenia z przeszłością, z całym cyklem. W tym czasie intensywnie rozwijamy się duchowo poprzez doświadczanie wyzwań. Jednak nie warto skupiać się na negatywnych sytuacjach, ponieważ te pozytywne również się pojawią. Ten rok jest okresem dużej huśtawki wydarzeń – raz po wozem, raz na wozie.

W takim roku duże powodzenie mają sprawy prawne oraz zawodowe rozpoczęte w latach poprzednich. Ten okres sprzyja też podróżom, nauce i rozwojowi duchowemu. Można brać udział w szkoleniach, medytować i praktykować. Przedsięwzięcia związane z pracą nad sobą i z ezoteryką układać będą się dobrze. Podobnie jak każda działalność charytatywna i wszelkie fundacje. Tutaj możemy zaczynać z nowymi pomysłami, ponieważ ta wibracja patronuje wszelkim działaniom altruistycznym.

Na tę charakterystykę należy nałożyć cechy swojej liczby urodzeniowej, ponieważ 2016 – jako rok osobisty – wibruje zgodnie z liczbą z całej daty naszego urodzenia. Kto jest Jedynką, poczuje wiatr w żaglach i rozpocznie nowe rzeczy. Dwójki i Jedenastki maja przed sobą pełen emocji czas współpracy, a Trójki twórczość i zabawę. Dla Czwórek to rok cierpliwości i pracy, dla Piątek okres nauki i podroży albo przeprowadzki. Szóstki powinny skupić się na domu i rodzinie, a Siódemki na rozwoju wewnętrznym. Ósemki teraz odcinają kupony i zbierają to, co zarobiły wcześniej, a Dziewiątki rozliczają cały miniony cykl.

Wszystkim naszym Czytelnikom i Sympatykom życzymy cudownych, pełnych miłości dni w Nowym Roku. Niech mnożą się sukcesy i pomyślne wydarzenia. Odkrywajcie nowe lądy, realizujcie marzenia, a bogactwo niech zawsze Wam towarzyszy w postaci konta pełnego pieniędzy oraz wielu życzliwych i pomocnych osób na Waszej drodze. Wszystkiego dobrego!

Wasza Redakcja

10360618_411704042326237_6381473832620928403_n

Bajka o bogatym człowieku

Był raz pewien starzec bardzo zadowolony ze swego życia. Wiele zarobił pieniędzy, majątek w ziemi też miał i synów wielu, no ..i kobiet, trochę, nazwijmy to – poznał. Czuł się syty, doglądał swojego i dawało mu to poczucie spełnionego życia.
I czas przyszedł odejścia.
Dusza z ciała wychodzi i przed tronem Boga staje /niech tak będzie w opowieści/.
Odszedł spokojnie, gdyż spełnienie czuł i dobrze wypełnione życie.
I pyta Bóg duszę bogacza:
– Zadowolony jesteś, widzę?
– Oj tak, życie przednie, spełnione, bardzo rad jestem z niego.
I tu mogłaby opowieść się skończyć, gdyby nie to, że nie przez wszystkich zrozumiana być może. Opowiadam więc dalej.
W świecie starym, Bóg zapytałby starca:
– A cóż ze sobą wziąłeś, nic, po cóż więc czas na gromadzenie trawiłeś, a nie na modlitwę?
Lecz ta opowieść inna będzie.
Pyta Bóg:
– Czy dobrze zarządzałeś życiem?
– Tak, starałem się, o żony dbałem, wiele miłości mi dały i ja im też, opiekowałem się każdą z nich i w sercu je mam, jak i one mnie, w przyjaźni głębokiej żyliśmy, gdy jedna odchodziła do Ciebie, drugą pod dach przyjmowałem, bo wiele w okolicy samotnych i biednych ich było, a ja miałem się czym dzielić.
Synowie, mądrości i troski o swe rodziny nauczeni i o ziemię, bo o tę szczególnie dbałem i synów uczyłem, że Ziemia to nasza matka.
I biedaków zatrudniałem, choć jałmużny nie dawałem, szanowali mnie tak, jak ja ich i pracę, którą wykonywali.
Majątek mnożyłem, gdyż Ciebie wziąłem za Przewodnika i Tobie się oddałem. To Ty myśli podsyłałeś, jaką decyzję podjąć. Pamiętałem dobrze fragment z Genesis, w którym o tym wspomniałeś i trzymałem się tego.
Tylko wówczas, gdy mężczyzna Boga weźmie do serca swego, plon w życiu zbierze. Tak się stało i dziękuję Ci za tę wiedzę i prowadzenie.
Ludzi mogłem wielu zatrudnić, z biedy wyszli, stali się szczęśliwymi, o rodziny troszczyli się i dzieci w miłości do Ciebie chowali, bo muszę Ci rzec, że i tego ich nauczyłem, kochałem ich jak swych synów.
Gdy patrzę za siebie, cóż….trudno mi nawet wdzięczność wyrazić Tobie, za tyle dobra i łask, to dzięki Tobie tylu uszczęśliwić mogłem, nie moja, lecz Twoja Boże, to zasługa.
Bóg spojrzał na starca, otworzył szeroko ramiona, przytulił i rzekł:
– Dumny z Ciebie jestem synu, o więcej podobnych Tobie proszę, pięknie dar życia wykorzystałeś. Czy chcesz zostać ze mną, czy też zejść, aby dalej nieść dobro na Ziemi?
– Zostanę, ale nie na długo, bo choć zmęczony mocno nie jestem, chcę plan ułożyć i przemyśleć, co mógłbym tym pięknym duszom na Ziemi w darze od Ciebie dać jeszcze.
I to koniec opowieści.
– Puenta, jaka spytasz? Prosta.
Żyj całym sobą, twórz i pomnażaj, innych tego ucz, a wszystko niech Bóg prowadzi.
– Powodzenia – rzekł Duch.

Fragment ksiązki „TAŃCZĄC ŻYCIE”.
Elen Elijah Niosąca Wiatr (Medium Nr 22)

follow_dreams

Marzenia

Marzenia są nam potrzebne jak powietrze do oddychania. Pozwalają nam zapomnieć o codziennych troskach i odprężyć się, jak przy dobrym filmie. Zazwyczaj jest to szczególnie wartościowy film, ponieważ opowiada dokładnie o tym, czego pragniemy i co z całą pewnością bardzo nam się podoba. Myślę wręcz, że to wyjątkowo udany sposób na spędzenie wolnej chwili lub zakończenie pracowitego dnia.
Jeśli ktoś mówi nam, że to marnowanie czasu i zabawa dla dzieci, to jest w błędzie. Nasz organizm potrzebuje marzeń, aby prawidłowo funkcjonować. Są one doładowaniem wewnętrznego zbiornika, dzięki któremu możemy sprawnie funkcjonować. Przeciwdziałają też nawet wypaleniu zawodowemu, ponieważ pozwalają nam przenosić sie w czasie i przestrzeni oraz odzyskiwać sens życia. Kiedy oglądamy wymarzone obrazy i sytuacje, w naturalny sposób podnosimy sobie nastrój, wprowadzając się w stan odprężenia i pogodne emocje. Myślę, że każda metoda, która poprawia nam humor i przywraca radość życia jest bardzo wartościowa wyłącznie dlatego, że przywołuje dobre myśli i podnosi nam energię. Można zatem nazywać marzenia zabawą dla dzieci, bo także zabawa daje nam wiele korzyści.
Jednak ich rola nie kończy się na odprężeniu i przyjemności. Marzenia rozwijają naszą wyobraźnię, ucząc kreatywności, która jak wiemy, potrzebna jest w każdej sferze działania. Uczą też szukania rozwiązań najbardziej skomplikowanych problemów. Ludzie, którzy potrafią marzyć mają wyższy iloraz inteligencji i sprawniej znajdują sposoby na wyjście z trudnej sytuacji. Są też siłą mobilizującą nas do zmian. Pozwalają wyjść ze strefy komfortu, abyśmy znaleźli swój osobisty sukces i spełnienie. Ludzie, którzy nie chcą marzyć, tkwią w kołowrotku tych samych miejsc i wydarzeń. Bywają smutni i zniechęceni. Są często popychani trudnymi doświadczeniami – w ten sposób dusza próbuje zmienić stagnację i bezruch w działanie i poznawanie nowego. Marzenia dają nam tę odwagę, której tak bardzo potrzebujemy, by otworzyć się na zmiany.
To jedna z najcenniejszych zalet swobodnego marzycielstwa – pomaga nam określać nasze cele i ustalić, co naprawdę liczy się w naszym życiu. Kiedy marzymy, odkrywamy siebie i swoje priorytety. Tutaj pragnę zwrócić uwagę, że nie warto żyć cudzymi marzeniami, bo to skazuje nas na gorycz niespełnienia i poczucie przegranej. Największy sukces, który nie jest uwieńczeniem naszej własnej drogi, ma przykry smak. Wiele sławnych i bogatych osób cierpi między innymi z tego powodu, że podążają cudzą ścieżką. Nie wystarczy być popularnym i bogatym, aby być szczęśliwym. Trzeba jeszcze umieć słuchać pieśni własnego serca i realizować swoje największe pragnienia. Kiedy umiemy marzyć, stawiamy siebie w wyobraźni w różnych sytuacjach i odczuwamy prawdziwe emocje. To one są najlepszym drogowskazem, który prowadzi nas do samospełnienia. Marzenia pomagają nam uniknąć ślepych uliczek, w które prowadzi nas często niskie poczucie wartości i potrzeba zaimponowania komuś lub chęć udowodnienia czegoś innym. W marzeniach mamy odwagę być sobą i robić dokładnie to, czego naprawdę pragniemy. Trzeba tylko zaufać sobie i dać się prowadzić swojemu sercu.
A teraz najważniejsza informacja: marzenia są tym, co naukowo nazywamy wizualizacją. To potężne narzędzie kreowania pomyślności i uruchamiania Prawa Przyciągania. Wszystkie skuteczne metody zawierają w sobie ten element: tworzenie wizji tego, czego pragniemy. Oczywiście każda technika jest wzbogacona różnymi elementami, które mają za zadanie zwiększyć jej skuteczność. Często wprowadzamy umysł w stan wyciszenia, np. w stan alfa, w którym każde wyobrażenie działa silniej niż w czasie codziennej aktywności. Jednak zwykłe marzenia także mają siłę kreowania rzeczywistości.
Wielu nauczycieli podkreśla, że obraz jest bardziej efektywny, ponieważ szybciej trafia do podświadomości, która daje nam energię do realizacji. Ponadto jest bardziej oczywisty. Zanim słowami opiszemy wymarzony samochód, możemy wyświetlić jego obraz i zobaczyć siebie z rękami na kierownicy. Kiedy chcemy przyciągnąć wymarzonego partnera, również o wiele łatwiej jest poczuć w sobie szczęście i zobaczyć sytuację, kiedy ktoś kochany i ciepły trzyma nas w ramionach, niż wypisać wszystkie konieczne cechy człowieka, jakie chcielibyśmy znaleźć u przyszłego męża czy żony. Pamiętajmy przy tym, że w marzeniach pojawiają się najlepsze emocje, które zasilają nasze wizje. Nie ograniczają się one jedynie do obrazu. Ich działanie jest więc bardzo skuteczne.
Marzenia się spełniają, to oczywiste, a te spełnione dają nam radość i zadowolenie. Sprawiają, że wierzymy w pozytywną stronę życia i zaczynamy funkcjonować w zupełnie innej optyce. Tej właściwej, która przyciąga do nas kolejne cudowne zdarzenia. Czasem musimy poczekać, bo dopiero jak odchowamy dzieci i mamy chwilę dla siebie odnajdujemy w sobie moc i chęć realizacji. To zapewne jest zależne od tego, co jest przedmiotem naszych marzeń. Jednak nie istnieje tu żaden limit wiekowy. Marzyć można z radością całe życie, ciesząc się każdą stworzoną wizją.

Bogusława M. Andrzejewska (Medium Nr 22)

1341464

Pozwól sprawom przybrać ich naturalny bieg

– Co tu się dzieje ? Dlaczego nic z tym nie zrobisz ? – zapytał mąż.
Kobieta spoglądając mu prosto w oczy, odrzekła:
– Zmęczona już jestem kochany mój, ciągłym spędzaniem czasu na ocenianiu, rozróżnianiu pewnych rzeczy, a pozbywaniu się innych. Czasem coś tracimy, czasem coś zyskamy. Dawno zrozumiałam, że nie muszę mieć tego, co chcę, natychmiast.
– Co ty wygadujesz?! – wrzasnął poirytowany mąż – straciłaś taką dobrą pracę – kontynuował – świetnie płatną. Ja nie dam rady utrzymać wszystkiego sam! Powinnaś iść do prezesa i z nim jeszcze raz porozmawiać! Zrobić cokolwiek, żeby teraz nie stracić tej pracy! Nie możesz tak spokojnie siedzieć i czekać na nie wiadomo co!
– Mogę i czekam, i nie jest to wcale nie wiadomo co, ponieważ ufam, że wszystko ułoży się we właściwym czasie z korzyścią dla mnie.
– Chora kobieta! Ty i te twoje teorie! – ponownie wrzasnął mąż w bezsilności, machając ręką i trzaskając drzwiami za sobą.
Kobieta westchnęła ciężko. Daleka była od zdenerwowania męża. Miała wewnętrzny spokój o jutro, przekonana, że spotka ją coś zdecydowanie lepszego od tego, co straciła.
Tymczasem jej mąż ani tego nie rozumiał, ani tego nie przyjmował. Był bardzo zniecierpliwiony i przepełniony obawami. Fakt, że sytuacja nie była łatwa. Kobieta straciła dobrze płatną pracę w czasie spłacania kredytu, ponadto bieżących wydatków także nie było mało. Kobieta rozważyła dokładnie, co może zrobić w tej sytuacji i postanowiła cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń. Wiedziała, że narzekanie i zniecierpliwienie wywoła niepotrzebne blokady oraz przysłoni nowe możliwości. Była przekonana, że przygnębienie, zamartwianie się spowoduje rozdrażnienie i wywoła u niej dodatkowo niską samoocenę spowodowaną oczekiwaniem błyskawicznych efektów, które są równoznaczne z jej niską wydajnością i mało skutecznym działaniem.
Była też świadoma lekcji jaka do niej przyszła: wypracowanie cierpliwego przeżycia powstałej sytuacji oraz uważniejszego działania każdego dnia. Obserwowała miotającego się męża, który oczekiwał natychmiastowego rozwiązania. Codziennie narzekał, że nie wystarczy pieniędzy, że będzie musiał więcej pracować, że ten kraj jest chory, a szef okazał się bydlakiem, wręczając jego żonie wypowiedzenie. Jego ogromnie niespokojny umysł, przepełniony obsesyjnie negatywnymi myślami, nie pozwalał dostrzec żadnych nowych możliwości i rozwiązań, dla kobiety zaś była to podwójnie trudna sytuacja.
Coraz częściej wychodziła z domu, by całymi godzinami w samotności, całą sobą chłonąć świat takim, jaki jest. Fotografowała intuicyjnie otaczające ją piękno, a czasami zrobione zdjęcia wysyłała do gazet i różnych redakcji. Wygrała nawet cztery konkursy fotograficzne. Pewnego dnia zupełnie nieoczekiwanie dostała propozycję pracy w dużym i znanym wydawnictwie redakcyjnym. Proponowali gażę dwa razy większą od poprzedniej. Radość kobiety była przeogromna, zważywszy na fakt, że chcieli płacić jej niemałe pieniądze za to, co kochała robić najbardziej. Teraz dopiero dostrzegła, że dzięki wypowiedzeniu z pracy odkryła w sobie wspaniały talent. Dziś jest cenionym i dobrze zarabiającym fotografem. Czuje się naprawdę spełniona i wartościowa.
Mąż kobiety zrozumiał, że nauczenie się cierpliwości wobec siebie i rzeczywistości, jest bardzo ważnym elementem rozwoju duchowego oraz pomocą w realizacji własnych pragnień. Mężczyzna nie miał pojęcia, że jego żona pasjonowała się chwytaniem pięknych momentów w obiektywie i zawsze marzyła o tym, by zostać fotografem. Zrozumiał także, że pojawiający się warunek ciała jak i umysłu jest tylko warunkiem i odchodzi tak samo, jak się pojawił. Wiedział już, że trzeba pozwolić odejść rzeczom, wydarzeniom, sytuacjom oraz ludziom. Dostrzegł w żonie jej uwolnienie od nieustającej walki, sporu oraz niespokojnego umysłu, z którym on sam nie mógł sobie poradzić. Olśnienie pokazało, że wszystko przyszło do nich we właściwym czasie.
Bez oceniania i trzymania wszystkiego na siłę żyje się lżej, zwłaszcza wtedy, kiedy się tego nie lubi i nie podoba nam się to, w czym tkwimy. Od tego doświadczenia życie męża było zdecydowanie spokojniejsze i wyzwolone od tarć, narzekania, buntu, zamętu i własnego pomieszania.
Teraz mąż kobiety codziennie praktykuje cierpliwość.

Katarzyna Zamiar (Medium Nr 22)

pik

Pies i kot

Kocham zwierzęta i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Mam dla nich też wiele szacunku i uważam, że są naszymi wielkimi nauczycielami. To zwierzęta pierwsze były na Ziemi zanim pojawili się ludzie i mają niezwykle rozwiniętą inteligencję emocjonalną.
Do mojej rodziny od 11 lat należy Fortunka – cudowna sunia o wielkim sercu. Fortunka dba przede wszystkim o mój rytm dnia, wyprowadza mnie na spacery i pilnuje pór posiłków. Mam wolny zawód i jestem twórcą, gdy pracuję zapominam o potrzebach ciała i przerwach na odpoczynek. Wtedy moja przyjaciółka przypomina mi, żebym zjadła i wyszła na świeże powietrze. Codzienne spacery po łąkach przynoszą mi wiele impulsów twórczych, nie mówiąc już o dobroczynnym działaniu natury, powietrza i przytulania się do drzew. To dzięki tym spacerom łąka przemówiła do mnie ziołami i motylami, co przełożyło się bezpośrednio na powstanie mojej autorskiej metody Kolorowe Motyle®.
Fortunka uczy mnie też jak ważna jest radość i zabawa. Codziennie chociaż kilkanaście minut musimy bawić się w rzucanie piłki, patyka lub zabawki. Poza tym jest niespożyta w dopominaniu się o swoje potrzeby. To nauczyło mnie, aby w życiu konsekwentnie dążyć do celu i nie poddawać się. Zawsze jest pogodna i w pełni uczestniczy w chwili obecnej, nie istnieje dla niej nic, tylko TA chwila. Dzięki temu nauczyłam się być uważna. Zawsze gotowa do pogłaskania, przytulenia, pocieszenia i czułości. Ma wrażliwe serce pełne bezwarunkowej miłości, ale też potrafi bronić swojego terytorium. To ona nauczyła mnie, że mam prawo do własnych granic i że czasami w życiu trzeba warknąć, „szczeknąć”, a nawet „ugryźć”, gdy ktoś narusza moją przestrzeń i że nie należy każdego wpuszczać do domu, bo dom to takie nasze spokojne miejsce, do którego mogą wejść tylko przyjaciele. Jej wierność i oddanie przełożyły się na moją wierność samej sobie i zaufanie do swoich instynktów. Kto by mnie tego wszystkiego mógł lepiej nauczyć, niż Fortunka? Zawsze, gdy wracam do domu radośnie merda ogonem, nawet jeśli wychodzę tylko na chwilę.
W lipcu 2012 roku do naszej rodziny dołączyła Vera – przepiękna kotka o niezależnym charakterze i cudownym miękkim futerku. Jej imię pochodzi od słowa Wiara, ale też oznacza Prawdę. Z maleństwa wyrosła na niezwykłą szamankę – uzdrowicielkę i wojowniczkę. Ma niebywale szlachetny charakter, potrafi walczyć o swoje, ale też dba o członków rodziny. To właśnie dzięki niej uzdrowiłam swoje największe zranienie i to ona dba o czystość energii w naszym domu. Gdy jest jakieś zaburzenie, potrafi to pokazać. Przestrzega zasad panujących w rodzinie i potrafi przywołać do porządku pozostałych członków rodziny, gdy ich nie szanują. Prychnie, wystawi pazury lub w pyszczku przeniesie jakąś rzecz z jednego miejsca w drugie. Jest niezwykle kulturalna, taktowna i czysta. Nauczyła mnie delikatności dla samej siebie, potrafi swoim mruczeniem ułożyć mnie do snu, lecząc moje ciało i czuję jej miłość w każdym geście i spojrzeniu. Ma niezwykłe poczucie humoru i uwielbia się bawić. Co rano ćwiczymy stretching, razem rozciągamy ciało i wygrzewamy w promieniach słońca. Zawsze pokazuje mi Prawdę i spojrzenie na sprawy pod innym kątem. Odkrywamy razem tajemnice mieszkania, ale też i duszy. Ma w sobie pewne dostojeństwo i naturalną godność.
Fortunka i Vera stanowią niezwykły duet. Uważam, że to zwierzęta nas przygarniają i jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami, że obydwie zechciały nami się zająć. Należą do rodziny i są jej pełnoprawnymi członkami, liczymy się z ich zdaniem i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej.

Iwona Mazurek (Medium Nr 22)

11351461_925448480830412_4845087510004359357_n

NOTEVIDDIA – WIDZĄCA W NOCY

Wędrowała samotnie przez Mroczny Las Ciemności, zmagając się z różnymi przeciwnościami natury. Nie wiedziała, jak się tam znalazła, ale usilnie szukała innego świata dla siebie. Była przekonana, że piękna kraina o której słyszała, istniała naprawdę. Czasem w Mrocznym Lesie Ciemności spotykała ludzi przybywających stamtąd i widziała ich szczęście, radość oraz miłość. Szalenie jej to imponowało, fascynowało ją i pociągało. Wyobrażała sobie, że żyje w Krainie Obfitości ze wszystkimi ukochanymi osobami. Mroczny Las Ciemności stał się jej domem, a w sercu nosiła zupełnie inny świat.
Czasem nawet miała odczucie, że nie pasuje zupełnie do otaczających ją istot. Nie rozumiała dlaczego niektóre z nich ją atakują bez powodu. Wędrując przez Mroczny Las Ciemności, raz znajdowała polanę, a raz ledwo przedzierała się przez gęsto porośnięte krzaki i zarośla. Tuliła się do drzew i rozmawiała z nimi. To była przyjaźń od dzieciństwa.
Natomiast kiedy zapadał zmrok, cichutkim krokiem, nie wiadomo skąd pojawiali się pan Strach i pan Przerażenie. Wyobraźnia wówczas brała górę nad rzeczywistością, deformując cały otaczający ją świat. Wszystko w tej deformacji wydało się jej przerażające i straszne. Biegła wtedy przed siebie w panice, nie zastawiając się dokąd. Kiedy się w końcu zatrzymała trudno jej było się odnaleźć i odszukać drogę powrotną. Zastanawiała się, jak długo jeszcze będzie uciekać, gubić się i wracać. Analizując wszystkie lata przeżyte w Mrocznym Lesie Ciemności, doszła do wniosku, że pan Strach i pan Przerażenie nigdy jej nie skrzywdzili. Byli obecni i nic poza tym. Zdecydowała, że przyjrzy się z bliska tym dwóm tajemniczym panom.
Jeszcze tej samej nocy zaczaiła się w krzakach i obserwowała mężczyzn. Serce z przerażenia waliło jak młotem, ale nie zrezygnowała. Przyglądała się siedzącym tuż obok niej panom, którzy wcale nie byli tacy straszni. Schowana w zupełnym bezruchu Noteviddia była czujna, skupiona i zalękniona. Tymczasem panowie Strach i Przerażenie siedząc poważnie w skupieniu, gdybali przewidując przyszłość w najczarniejszym scenariuszu. Robili to tak naturalnie, że można było przypuszczać, iż jest to ich ulubiony rodzaj zabawy. Nic oczywiście z tego, o czym owi panowie mówili, nigdy się nie wydarzało, ale ich rozmowy niósł delikatny wietrzyk „siejąc” strach i przerażający niepokój wsłuchującym się w ich słowa. Obserwując ich z pewnej odległości Noteviddia wraz z upływającym czasem czuła opuszczające ją napięcie, paraliż i strach, a obserwowani panowie zaczynali się oddalać. Nagle jeden z nich spojrzał w jej stronę i pozdrowił ją, machając ręką, drugi zaś tym samym gestem przywoływał ją do siebie. Znów w jednej chwili narastał strach i przerażenie. Przez głowę przebiegło sto myśli i zapanował mętlik. Nie wiedziała co robić, chciała uciekać, wycofać się z zamierzonego celu. Stała sparaliżowana, a mężczyźni ponownie znaleźli się tuż obok niej i już we dwóch zapraszali ją, machając rękami. Trzęsąc się cała, nie wiadomo dlaczego, szła wolniutkim krokiem w ich kierunku.
Trzymała się jednej myśli:
– Chcę wiedzieć po co do mnie przybywają?
– Nie jesteśmy po to, by cię straszyć i przerażać – jakby czytając w jej myślach, zaczął wyjaśniać pan Strach.
– Przybywamy po to – ciągnął – by rozbudzić twoją czujność, wyostrzyć zmysły i zmotywować do działania. Chcemy sprowokować twój umysł do szukania nowych, różnych możliwości i rozwiązań, abyś uniknęła ewentualnych trudności na drodze do osiągania celu, sukcesu, szczęścia. To ty sama wyolbrzymiasz nasze działania, dopowiadasz treść i widzisz wszystko w takich nienaturalnych rozmiarach. Nie jesteśmy źli, chcemy ci pomagać.
Stała w ciemności i słuchała z niedowierzaniem, nie była już ani przerażona, ani przestraszona, tylko serce jeszcze biło szybciej niż zwykle.
Myślała: „Jak mogłam się tak bardzo ich bać? Dlaczego przez tyle lat przed nimi uciekałam?”
Panowie grzecznie się pożegnali i odeszli.

Kiedy się obudziła, świeciło słońce, a w oddali słyszała radosny, ciepły śmiech. Otworzyła oczy zaciekawiona i kompletnie zaskoczona tym, co ujrzała. Po łące, na której leżała otulona promykami słońca, biegali pełni radości ludzie. Wszyscy się do siebie serdecznie uśmiechali, mówili sobie miłe rzeczy, przytulali się do siebie bez powodu i byli dla siebie tak niesamowicie uprzejmi, że miała wrażenie, iż znalazła się na zupełnie obcej planecie. Siedziała w zdumieniu przyglądając się różnobarwnym roślinom, niebywale kolorowym motylom fruwającym z kwiatka na kwiatek i ludziom tak nieziemsko ludzkim. Fascynacji tym widokiem nie byłoby końca, gdyby nie podszedł uśmiechnięty chłopiec. Przyglądając się jej uważnie, przywitał się:
– Witam cię moja kochana – i stwierdził – ty jesteś z Mrocznego Lasu Ciemności… Dobrze, że się pojawiłaś.
I pobiegł przeskakując z nogi na nogę. Chciała zapytać gdzie jest, ale nie było to konieczne, bowiem wewnętrznie była przekonana o tym, że jest we właściwym miejscu. Wstała i podeszła do młodej pięknej dziewczyny, która z oddali obdarzyła ją promiennym uśmiechem. Przywitała się i zapytała:
– Co to za kraina?
– Witam cię moja kochana – odpowiedziała dziewczyna – to Kraina Obfitości, zamieszkują ją ziemskie Anioły. ¬– Ponownie rozpromieniła się w szerokim uśmiechu i dodała – Tu nie brakuje nikomu niczego. Nie ma tu biedy, ani chorób. Wszyscy są zdrowi, szczęśliwi i obdarzają siebie i innych nieograniczoną miłością. W Krainie Obfitości normalnym jest, że ludzie są właśnie tacy dla siebie. Nie znają nienawiści, zazdrości, ani strachu. Wiem, skąd przybyłaś i rozumiem twoje zdziwienie, bo wszyscy pochodzimy z Mrocznego Lasu Ciemności. Ty widzisz w nocy, pokonałaś swoje bezpodstawne obawy i dlatego jesteś teraz tu z nami. Inni razem z twoimi najbliższymi, nadal biegają po Mrocznym Lesie Ciemności, uciekając przed panem Strachem i panem Przerażenie. Niektórzy umierają tam, nie mając w ogóle pojęcia, że tuż obok nich jest cudowny świat pełen miłości, dobrych ludzi i szczęścia. Są też tacy, którzy uważają nas za głupców, kiedy mówimy im o Krainie Obfitości lub o tym, że ich obdarzamy miłością i Anielskim światłem. Nie rozumieją, że jeśli tylko zechcą, mogą wyjść z Mrocznego Lasu Ciemności, bez przeszkód i obaw, wyzbywając się jedynie paraliżującego strachu w sobie, który wzbudzają w nich panowie Strach i Przerażenie samą swoją obecnością.
Patrzyła na mówiącą medytacyjnym głosem dziewczynę i w jednej chwili zrozumiała, że wszystkie negatywne myśli, wyobrażenia i emocje wyolbrzymiała sobie sama. Nie wyrządzili jej krzywdy ani pan Strach, ani pan Przerażenie. Wręcz przeciwnie, pomagali jej.
W Krainie Obfitości nie ma czego się bać. Nie ma powodów do zmartwień. Wszystko dzieje się we właściwym dla każdego czasie i znajduje się w najlepszym porządku. Noteviddia może mieć wszystko, czego zapragnie, a jej życie na zawsze wypełniła miłość i Anielskie Światło. Nadal świetnie widziała w nocy i poznała pana Spokój i pana Równowagę.

 

Katarzyna Zamiar (Medium Nr 19)

med999

Bajka o Miłoszu i Bogumile

Bogumiła szła polnymi ścieżkami do pobliskiego lasu, aby zebrać grzyby, które pokazały się w ogromnej ilości po ostatnich deszczach. Cieszyła się tą chwilą, ponieważ słońce pięknie świeciło, ptaki śpiewały, zieleń późnoletnia cieszyła oczy. A do tego lubiła zbierać grzyby, oczyszczać je i gotować. Była trzydziestopięcioletnią kobietą, o jasnych, długich włosach. Urodzenie trójki dzieci nie wpłynęło na jej wygląd zewnętrzny. Była wciąż wiotka, smukła i zgrabna. Dzieci były zdrowe, mąż dobry i pracowity, pogoda piękna, czegóż chcieć więcej? Dlatego z całego serca dziękowała Swarożycowi i błogosławiła wszystkim. Na chwilkę zatrzymała się i położyła w trawie. Przypomniała jej się młodość i to, jak postanowiła, kto będzie jej mężem.
Było to osiemnaście lat wcześniej. Jej ojciec, znany woj w ich plemieniu, zdecydował, że Bogumiła ma zostać wydana. Była piękna, pracowita i mądra, więc wielu mężów pojawiało się w jej rodzinnym domu, by zabrać ją do siebie. Ojciec wskazywał na kolejnych kandydatów, na ich majętnośc, sławę wojacką, siłę, jednak Bogumiła ceniła inne wartości i nie godziła się na żadnego z nich. Ojciec gniewał się na nią, sapał i próbował wymusić na Bogumile zgodę. Ta jednak uparcie odmawiała. Pewnego dnia pojawił się w ich domu znany woj, prawa ręka księcia ich plemienia, człek majętny, sławny, ceniony, silny. Zwał się Boguchwał i pysznił się tym, kim jest i co osiągnął oraz zamierza osiągnąć. Wymieniał swoje zalety, możliwości, siłę i bogactwo swego domostwa. Bogumiła słuchała tego, jednak nie zachwycało jej to, co mówił Boguchwał. Podziękowała za wizytę i wyszła do swoich prac. Ojciec przyszedł za nią do pomieszczenia kuchennego i powiedział:
– Chcę, abyś się wydała za Boguchwała, bo to najlepszy kandydat ze wszystkich i wielki to honor dla naszej rodziny, że zechciał cię.
Bogumiła odrzekła mu:
– Ojcze, teraz mam wiele pracy, jednak wieczorem powiem ci, co myślę o Boguchwale i co cenię w mężach, dobrze?
Ojciec:
– Dobrze, poczekam do wieczora, jednak mów mi prawdę, bo nie zdzierżę dłużej twojego odmawiania wszystkim sławnym wojom, którzy do nas zawitali.
Bogumiła gotowała i sprzątała domostwo, a wieczór się zbliżał. Myślała o swojej mamie, która ją odumarła, o swojej babci, która nauczyła ją tak wielu rzeczy, tego, co należy cenić w ludziach, jak kochać naturę. Babcia była mądrą i dobrą osobą. Teraz brakowało Bogumile babci i matki. „ Pewnie pomogłyby mi w rozmowie z ojcem” – pomyślała. Ojciec. Kochała tego wielkiego męża, znanego woja i gospodarza. Jednak nie za sławę czy męstwo, bo dla niej zabijanie nie było powodem do chwały. Kochała go jako człowieka, który pod maską wojaka miał wiele ciepłych uczuć. Nie umiał ich jednak okazać, zwłaszcza jej. Widać było czasem, że ma do niej żal, że jego żona umarła w połogu. Cenił inne wartości niż ona. Dlatego nie umiał zrozumieć, dlaczego córka nie chce się wydać za żadnego z wojów. A Bogumiła wróciła pamięcią do mężczyzny, którego naprawdę kochała i szanowała. Miłosz był prostym synem bartnika. Znała go od dziecka, mieszkał wraz z ojcem, matką i rodzeństwem w lesie. Był w tym samym wieku, często chodziła do lasu, aby z nim pobyć i przyglądać się leśnemu życiu. Miłosz i jego rodzina wiedli proste życie w zgodzie z naturą. Bartnik, którego zwano Pszczółka, zajmował się opieką nad wszystkimi barciami w lesie. Barcie te, to były naturalne dziuple w drzewach. Pszczółka nie budował barci, ponieważ uważał, że pszczoły są wolne i tak mają żyć. A te odwdzięczały mu się najlepszym miodem oraz woskiem. Jego żona, na którą wołano Zielarka, znała się na wszystkich ziołach i potrafiła leczyć wszelkie choróbska. Była bardzo znana i poważana w plemieniu. Pomagała ludziom, jednak zawsze im powtarzała, że choroby biorą się z tego, że opanowuje ich żądza posiadania, władzy, majętności. Uciekają od natury i dlatego chorują. Była mądra i wiedziała, że najpierw choruje dusza, a potem ciało. Chętnie dzieliła się swoją wiedzą, a Bogumiła często jej towarzyszyła i uczyła się od niej. Oczywiście w tajemnicy przed ojcem. Najważniejszym celem jej częstych wizyt w lesie, u bartników, był ich syn, Miłosz. Dobry i szlachetny mężczyzna, który przejął wszystkie najlepsze cechy od swoich rodziców. Żył w zgodzie z naturą, ze zwierzętami, które nigdy nie czyniły mu krzywdy. Uczył Bogumiłę w czasie ich wędrówek, że żadne zwierzę nie zaatakuje człowieka, bez działania z jego strony. I rzeczywiście, widziała jak witał się z wilkami, niedźwiedziami, rysiami, a te go nie atakowały. Miłosz miał również zostać bartnikiem, jak jego ojciec. Kochał pszczeli świat i jego owoce. Wiedział, jak dbać o to, by miód był najlepszy, a wosk służył jak najdłużej. Każda chwila spędzona z Miłoszem i jego rodziną była samą radością. Bogumiła czuła, że nie jest obojętna Miłoszowi, jednak ten, będąc opiekuńczym i szlachetnym, nigdy nie przekroczył sfery intymności Bogumiły. Kilka razy ich dłonie się spotkały w czasie wędrówek, kilka razy jej włosy pogładziły jego twarz, wywołując lekki rumieniec, jednak to były jedyne pieszczoty, na które sobie pozwolili.
Bogumiła ocknęła się z zadumy, słońce zachodziło za lasem. Zbliżała się rozmowa z ojcem. Poszła do jego komnaty. Ta była pełna poroży, skór zabitych zwierząt oraz elementów uzbrojenia pokonanych wojów. W komnacie panował półmrok, a ojciec siedział na swoim siedzisku i wyraźnie czekał na Bogumiłę. Usiadła naprzeciwko i czekała na słowa ojca.
– Dlaczego nie chcesz się wydać za Boguchwała? – zapytał
– Bo nic do niego nie czuję, nie chcę dzielić jego życia, sławy, majątku ni zaszczytów – odrzekła Bogumiła
– To najlepszy kandydat dla ciebie córko, wiesz że chcę twego dobra, że wszystko, co robię od śmierci twej matki, robię dla ciebie, abyś miała bogactwo, ziemię, pozycję w naszym plemieniu, a ty odmawiasz zgody na zaślubienie Boguchwała? Popatrz, jaki będziesz miała majątek, gdy przejmiesz po mnie nasze ziemie – rzekł ojciec
– Ojcze, nie rozumiesz mnie wcale, nie prosiłam cię o to, byś powiększał majątek, zdobywał nowe ziemie, walczył z ludźmi. Nigdy nie pytałeś mnie o to, czego chcę, co kocham, co jest dla mnie ważne – mówiła Bogumiła. – Nigdy mnie nie przytuliłeś, a tego najbardziej potrzebowałam. Nie pieniędzy, majątku, twoich zdobyczy. Jedynie twej bliskości i ciepła. Jest to w tobie, jednak zamknąłeś się na to po śmierci mamy, a w ten sposób zamknąłeś się na mnie – mówiła dalej. – A Boguchwał jest podobny do ciebie, stale walczy i zdobywa, niszcząc innych. To jest droga do dobrego życia? Może, ale nie do mojego. Ja wiem za kogo chcę się wydać i nic tego nie zmieni, nawet jeśli mi będziesz nakazywał, to ucieknę od każdego, za kogo zechcesz mnie wydać – powiedziała Bogumiła i zamilkła.
Ojciec siedział zaskoczony tym, co usłyszał. W sercu przyznawał rację córce, jednak jego duma kazała mu ją ukarać za takie słowa i przeciwstawianie się jego zdaniu.
– Od dzisiaj masz zakaz wychodzenia dokądkolwiek poza nasze domostwo, przygotowuj się do ślubu z Boguchwałem, a jeśli spróbujesz od niego uciec, to cię znajdę i odprowadzę z powrotem, a teraz wyjdź do swojej komnaty – powiedział ojciec i wskazał palcem drzwi.
Bogumiła poszła do swej komnaty, położyła się na łożu i zapłakała. Wiedziała, że ojciec w swej dumie nie zmieni zdania. I wiedziała, że nie wyda się za Boguchwała. Potrzebowała pomocy. Zaczęła się cicho modlić do babci i mamy z prośbą o nią. Mówiła cichutko o swojej miłości do Miłosza, o tym jak pragnie żyć. Prosiła obie kobiety o wsparcie. Zasnęła. Obudziła się rano, wstała i poszła uwarzyć ojcu jedzenie. Okazało się, że ojciec wyjechał raniutko na polowanie. Wiedziała, że gdy jest wzburzony, zawsze tak robi. Biedne zwierzęta. Ojciec nie wracał cały dzień, więc Bogumiła zaczęła się niepokoić. Po kolejnych dwóch dniach zdecydowała się złamać zakaz ojca i poszła do pobliskiej osady, by się czegoś dowiedzieć. W osadzie dowiedziała się jedynie, że ojciec zebrał kilku myśliwych trzy dni wcześniej i udał się na polowanie. Oni wrócili pierwszego dnia, a on gdzieś im zniknął. Czasem tak bywało, zwłaszcza gdy był wzburzony, a taki był, więc nie przejmowali się jego zniknięciem. Bogumiła po tych słowach przeraziła się. Wróciła do domostwa i postanowiła udać się do Miłosza, aby ten pomógł jej odnaleźć ojca. Gdy dotarła do domu Pszczółki wszyscy ucieszyli się na jej widok. Zaprowadzili do alkowy, gdzie znalazła swego ojca. Spał. Pszczółka opowiedział jej, jak się rzecz miała. Gdy cztery dni wcześniej obchodził swoje dziuple, usłyszał nawoływania myśliwych. Większość głosów oddalała się, jednak jeden był całkiem bliski. Usłyszał także pomruki niedźwiedzia. Domyślił się, że jeden z myśliwych napotkał niedźwiedzia i zanosi się na walkę. Zawołał Miłosza, który był na drzewie i poszli w kierunku odgłosów. Walka trwała, gdy się zbliżyli. Mąż opędzał się przed niedźwiedzicą swoim oszczepem, a ta machała łapami. Był ranny i krew lała się z rozerwanego boku. Miłosz podbiegł do niego i zawołał do niedźwiedzicy. Ta usłyszała głos i odwróciła się w kierunku Miłosza. Poznała go. Zatrzymała się i opadła na cztery łapy.
– Gdzie są twoje młode, bo pewnie ich bronisz? – zapytał Miłosz
Niedźwiedzica przesunęła głowę w kierunku pobliskich krzaków i pokazała to miejsce nosem.
– Więc idź teraz do nich i daj im miodu – powiedział Miłosz i wyciągnął spory plaster z torby.
Niedźwiedzica jeszcze się wahała, jednak po chwili, gdy Miłosz pogładził jej pysk, wzięła w zęby plaster i powoli odeszła w zarośla.
Bartnicy zabrali rannego do swego domu i zaopiekowali się nim. Stracił sporo krwi, ale miał szanse na wyzdrowienie.
Bogumiła została w domu bartników i doglądała ojca. Ten jakby się zmienił. Walka z niedźwiedziem, słowa Bogumiły, rana, spowodowały jego przemianę. Raz nawet pogłaskał Bogumiłę po włosach, gdy ta obmywała mu wywarem z ziół ranę. Po dwóch tygodniach mógł wrócić do domu.
W domostwie wszystko było tak, jak wcześniej. Oprócz ojca. Wieczorem po powrocie ojciec poprosił Bogumiłę o rozmowę.
– Widzisz córko, rana spowodowała, iż kilka rzeczy zobaczyłem inaczej. To, w jaki sposób Miłosz odwołał niedźwiedzicę, dom bartników i ich wzajemne relacje, ciepło, które tam jest, pokazały mi, że myliłem się w wielu kwestiach. Zwłaszcza tyczących się tego, co jest ważne w życiu. Zdrowie i spokój są najważniejsze i radość. To zobaczyłem tam, w lesie i tak chcę żyć. I zobaczyłem coś jeszcze. Miłość w twoich i Miłosza oczach. To jest ten, którego chcesz za męża? – zapytał ojciec
– Tak ojcze, Miłosz to ten, za którego się wydam – odpowiedziała ciepło Bogumiła.
– Masz moją zgodę i błogosławieństwo – odrzekł ojciec i wyciągnął ramiona do Bogumiły.
Bogumiła przytuliła go mocno, a on się rozpłakał, jak małe dziecko. Wiedziała, że w tej chwili stał się człowiekiem przed którym uciekał. Ucałowała jego zmierzwione włosy i pogładziła po policzku.

I powiedziała: kocham cię ojcze.
– I ja ciebie kocham córeczko – odparł ojciec przez łzy.
Bogumiła leżała w trawie i uśmiechała się do matki i babki. Ta modlitwa i ich pomoc z nią związana odmieniły ojca, a jej pozwoliły wydać się za Miłosza i być szczęśliwą.
Krzysztof Matusiak   (Medium Nr 9)