Yule

Ludzie od dawna obserwowali naturę. Ich życie zależało w ogromnym stopniu od zmian w niej zachodzących. Dostosowywali do niej zasiewy i zbiory upraw, gromadzili zapasy na trudne okresy – zimy lub susze. Dzięki temu nauczyli się rozpoznawać jej cykle i stałe okresy w niej zachodzące. Natura to nie tylko roślinność, czy temperatury, to również zmieniające się energie. W różnych okresach naszej historii i różnych rejonach wiedza astronomiczna była bardzo zróżnicowana jednak nawet w najmniej rozwiniętych obszarach zauważano takie zmiany jak punkty przesilenia czy równonocy. Najczęściej w takich okresach obchodzono różnego rodzaju obrzędy.

Jednym z bardzo ważnych dni jest właśnie zbliżający się okres zimowego przesilenia. W tym czasie obchodzono święto o nazwie Yule. To czas, kiedy dzień jest najkrótszy, a noc najdłuższa. W tym czasie ludziom towarzyszył często strach o przetrwanie: o żywność i ciepło. I choć nie we wszystkich obszarach zima jest równie trudna do przetrwania, to jednak wszyscy zauważali czas uśpienia i spowolnienia rytmu życia. Yule, to święto kiedy bogini rodziła nowego boga słońce, dającego nadzieję, że już niedługo dnia znów zacznie przybywać, znów pojawi się roślinność i znów będzie pod dostatkiem pożywienia, a natura stanie się bardziej przyjazna dla ludzi. Początków tego święta można się dopatrzyć w obchodach narodzin Boga Słońca celebrowanych w pradawnych czasach na wyspach Morza Śródziemnego. Później obchodzone było w większości krajów europejskich (w krajach słowiańskich aż do X wieku). Stopniowo zostało wyparte przez chrześcijańskie Boże Narodzenie.

Obchody Yule oczywiście różniły się od siebie i w różnych rejonach z czasem narastały różne zwyczaje. Palono wtedy polana, aby pomóc nowo narodzonemu bogu światła rozświetlać świat. Pomimo strachu o pożywienie, ucztowano. Było to więc, na przekór ciemności, święto światła i obfitości, suto zastawionych stołów, radości i zabawy. Aby zapewnić sobie pomyślność na następny rok dawano sobie prezenty, składano życzenia pomyślności i dostatku. Na znak, że pomimo ciężkich warunków uda się jednak przetrwać, przynoszono do domów zimozielone rośliny i ozdabiano je symbolami płodności natury: jabłkami, orzechami, pomarańczami, laskami cynamonu, woreczkami z ziołami czy ciasteczkami. We wszystkich tych zwyczajach jedna rzecz była wspólna. Zawsze chodziło o wytworzenie dobrej energii, nadziei na lepsze jutro, na to, że światło znów zwycięży i znów natura rozkwitnie pełnią życia.

Nie przez przypadek chrześcijańskie Boże Narodzenie zostało osadzone właśnie w tym czasie. Tradycja związana z obchodzeniem tego święta również jest bardzo podobna. Tu także obchodzimy radosne wydarzenie przyjścia Jezusa na świat, co zapowiada lepsze czasy radości i nadziei. Przynosimy do domów choinki i ozdabiamy je najpiękniej jak potrafimy, składamy życzenia i obdarowujemy się prezentami.

Nie chcę tutaj dzielić ludzi na chrześcijan i pogan. Moim celem było wykazanie, że bez względu na to z jakiego powodu świętujemy, jest to po prostu święto rodzinne, radosne i pełne nadziei. Święto, podczas którego ludzie powinni odczuć pozytywne wibracje. Na przekór zimie, niedogodnościom, milionom spraw, które chcemy załatwić na czas, to przede wszystkim święto, podczas którego powinniśmy się trochę zatrzymać. Zadumać nad cyklami natury, nad tym, że wszystko przemija, ale też się odradza, że stare odchodzi tylko po to, aby zrobić miejsce nowemu i że zawsze jest nadzieja.

Tekst ten piszę w czasie kiedy sama oczekuję narodzin dziecka, więc szczególnie jestem wyczulona na rodzinną atmosferę i na pozytywne wibracje i wiem, że to właśnie od nas zależy, jaka atmosfera będzie obecna w tym czasie w naszym domu. Moim sposobem na udane święta jest radość, zabawa, odpuszczenie tego, co niepotrzebne, a przede wszystkim miłość i zrozumienie. Mało ważne jest to, czy serwetki na stole będą idealnie pasować do wzorów na obrusie, a zdecydowanie ważniejsze, że ten stół nakryjemy razem z moją córeczką i do stołu zasiądziemy z całą rodzinką. Nie ma znaczenia, czy prezenty będą trendy, czy będzie to symboliczny drobiazg, ale to, że cała rodzina zaangażuje się w to, aby dać coś od siebie. Każdy w tym czasie będzie się starał pomyśleć o innych, o tym żeby sprawiać sobie nawzajem nawet drobne przyjemności. Święta można też obchodzić w sposób zupełnie inny, tak jak każdemu pasuje najbardziej.  Ważne żeby pozwolić sobie w tym czasie na poczucie radości, spokoju i nadziei. I takich właśnie pozytywnych wibracji wszystkim życzę.

Ewa Lenart

Historie życiem pisane

Wiem, że każdy ma swoją indywidualną drogę przez życie i w bardziej lub mniej świadomie nią podąża. Podobnie jest ze mną. Od czasu zabawy w Polu Matrycy moje decyzje są znacznie odważniejsze i bliższe temu, co czuję, czego pragnę i tego, jak chcę żyć.
Jednak był czas, kiedy pojawiały się w moim życiu dość brutalne lekcje.
Lekcje, które miały mi uświadomić, że błądzę we mgle. Lekcje, które miały mi pokazać, że stać mnie na więcej. Lekcje, które miały otworzyć mi szeroko oczy. Jakiś czas temu powrócił do mnie temat zasługiwania i w rozmowach z Polem Kwantowym przypomniała mi się stara historia, którą pragnę się z Tobą podzielić. Być może będzie dla Ciebie inspiracją.
Sytuacja ta wydarzyła się w moim życiu ponad 10 lat temu.
Pracowałam wtedy w poznańskiej telewizji i byłam jedną z bardziej zaangażowanych osób w rozwój firmy, a że jednocześnie studiowałam na prywatnej uczelni, gdzie czesne było dość wysokie, postanowiłam skorzystać z okazji i zainicjować współpracę pomiędzy uczelnią, a telewizją. Zaproponowałam swojemu szefowi swój pomysł tak skonstruowany, że zarówno uczelnia jak i telewizja by na tym bardzo skorzystały. Prezes klepnął projekt i pełna zapału zabrałam się do pracy. Rektor się zgodził i po ustaleniu wszystkich terminów, został ustalony termin nagrań do telewizji.
Gdy wszystko było gotowe poszłam do mojego ówczesnego szefa z dokumentami o współpracy do podpisania. Byłam bardzo podekscytowana, bo dzięki tej współpracy miałam mieć opłacony cały rok studiów. Tymczasem prezes powiedział, że nie może się jednak zgodzić na ten układ, bo dlaczego miałby to zrobić właśnie dla mnie? Dlaczego myślę, że na to zasługuję? Dlaczego ma mnie wyróżniać spośród innych pracowników?
W tym momencie zaniemówiłam. Zamurowało mnie. Po prostu wyszłam z gabinetu, powiedziałam dziewczynie z agencji reklamowej, że ma wszystko odwołać i z podkulonym ogonem wróciłam do domu.
Oczywiście tego typu sytuacje mobilizują mnie do działania, a nie do użalania się nad sobą i pierwsze, co zrobiłam to napisałam CV do różnych telewizji w Warszawie i wrzuciłam je do szuflady. Zaplanowałam wysłanie CV na lipiec kolejnego roku. Był właśnie początek października, a ostatni rok studiów wiązał się z pisaniem pracy dyplomowej, więc najlepszym czasem na zmianę pracy wydawał mi się lipiec, po obronie.
Tymczasem już w grudniu dostałam telefon od znajomej, że szukają pracowników w prywatnej stacji telewizyjnej w Warszawie, i że już o mnie wspomniała swojemu szefowi. Dowiedziałam się, że moja znajoma dopiero co zaczęła pracę w warszawskiej telewizji i to jej pierwsza rekrutacja, więc szuka najlepszych pracowników, aby się wykazać.
Co było niesamowite miałam zarabiać trzykrotność tego, co obecnie, tak że wysokość czesnego już mnie nie przerażała.W styczniu byłam na tygodniowym okresie próbnym, a od lutego wyprowadzałam się z Poznania do Warszawy. Poznańską telewizję pożegnałam z dnia na dzień, bez żalu i z pełną satysfakcją.
Z perspektywy czasu widzę, ile korzyści przyniosło mi takie zachowanie byłego szefa.
Dzisiaj dziękuję mu z całego serca za to, że zasiał we mnie taką wątpliwość w moje umiejętności. Dzięki całej tej sytuacji zdałam sobie sprawę, że jeśli zamykają się jedne drzwi to po to, aby otworzyły się nowe.
Gdyby doszło do współpracy, nie mogłabym zrezygnować z pracy w Poznaniu, bo miałabym zobowiązanie wobec uczelni i firmy. Gdyby nie zachowanie prezesa nie brałabym pod uwagę pracy w Warszawie, bo przecież miałam dobrą i ciepłą posadkę na miejscu. Gdyby nie słowa szefa nie miałabym motywacji do zmiany, do działania, a wystarczyło napisać cv i schować je do szuflady, aby Wszechświat zadziałał. Dodatkowo dostałam informacje od Stwórcy, że zasługuje na dużo więcej niż mi się wydaje. I tego się trzymam do teraz.
Mimo, że moja przygoda z telewizją zakończyła się kilka lat temu, całym sercem jestem wdzięczna za to, jakie lekcje odebrałam i czego się nauczyłam.
Dla Ciebie mam ważną wiadomość.
Pamiętaj, że wszystko, co się dzieje w Twoim życiu ma swój cel!

Grażyna A. Adamska

Tradycyjnie

Słowo to kojarzy mi się niezmiennie ze „Skrzypkiem na dachu” i niezapomnianą rolą Topola, który mistrzowsko odtworzył Tewjego Mleczarza. W tej doskonałej adaptacji znanego musicalu temat tradycji przewija się przez wszystkie wątki. I gdyby nie owa tradycja, zapewne Tewje nie miałby problemu z podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Blokuje ona szczęście jego córek, popycha do kłamstw, rozstań i rodzinnych dramatów. A jednocześnie jest dumą i spoiwem łączącym w jedno ubogich mieszkańców Anatewki. To właśnie tradycja pozwala zachować równowagę ludziom, którzy jak tytułowy skrzypek, grają muzykę swojego życia balansując na stromym dachu.

„Tradycyjnie, jak co roku…” – takimi słowami zaczynamy składać innym życzenia. Tradycyjnie ustawiamy choinkę, szykujemy świąteczny barszcz i rybę, idziemy na wigilię do nielubianego szwagra. Tradycja nakazuje przecież, więc musimy… No właśnie. Taka presja! Czy ta tradycja jest zatem dobra czy zła? Od razu udzielę odpowiedzi, że żadna jakość nie jest pozytywna ani negatywna. Wszystko zależy od nas, od naszej interpretacji i od tego, co zrobimy z ofiarowanym nam przez życie darem.

Dwa lata po wyjściu za mąż zdecydowałam, że nie będę jeździć na wigilię do mamusi, lecz sama zorganizuję świąteczną kolację dla swojej rodziny. Czułam się szczęśliwą żoną i panią domu. Nie chciałam świąt spędzać w podróży pomiędzy jednymi i drugimi rodzicami. Chciałam też stworzyć własną tradycję, coś dla mnie, mojego męża i dzieci. Zaczęłam od wystroju mieszkania, kontynuowałam ubraniem choinki, a wreszcie dotarłam do ustalenia menu tej wyjątkowej i jedynej w roku uczty.

Moja babcia, a potem mama, podawały na wigilię karpia w galarecie, następnie żurek, potem pierogi z kapustą… itd. Myślę, że to był kluczowy moment, kiedy zadałam sobie prozaiczne pytanie: czy ja chcę karpia? Czy muszę? Przecież nikt z nas go nie lubi. Wyrzuciłam ryby z listy potraw, ponieważ ryby jadam tylko w lecie i tylko w jednym barze w Polsce – przyrządzone przez naszego sympatycznego znajomego Marcina. Potem wykluczyłam żurek i inne potrawy, które jadałam zawsze tylko dlatego, że tak każe tradycja. Ułożyłam własne pyszne menu, które odpowiadało wszystkim w moim domu.

Ktoś może powiedzieć: ależ tak nie wolno, tradycją jest ryba na wigilię. Myślę, że wielkim minusem jest narzucanie sobie tego, czego nie chcemy, tylko dlatego, że tak każe zwyczaj. Światły człowiek jest otwarty nie tylko na zmianę poglądów, ale także odejście od tego, co mu w niczym nie służy. W gruncie rzeczy, gdybyśmy kurczowo trzymali się przyzwyczajeń, to dzisiaj nie mielibyśmy lamp elektrycznych, bo przecież sto lat temu tradycją było zapalanie świecy. Nie byłoby komputerów, komórek ani innych urządzeń. Tradycja traktowana jako przymus i nakaz jest wrogiem postępu.

Co w niej zatem dobrego? Po pierwsze łączenie ludzi o zbliżonych poglądach. Dla wielu ludzi tradycja to tożsamość i przynależność. To możliwość dzielenia się wrażeniami, legendami i symbolami zrozumiałymi tylko dla nas. To poczucie bliskości i budowanie choćby częściowe kultury. Mądrze nakreślana to także tworzenie dobrych i wartościowych rytuałów.

Po drugie – wspólne dla grupy zwyczaje, takie jak nadchodzące święta, to cudowne otwieranie serc. Nie wszyscy na świecie obchodzą Boże Narodzenie. Są kultury, w których taki dzień nie istnieje. Ale te, które świętują przyjście na świat Chrystusa, odnajdują w tym okresie piękną wspólnotę, która wyraża się w życzliwości, serdeczności i wspaniałych życzeniach. Ludzie dzielą się opłatkiem lub chlebem, obdarowują prezentami i wzajemnie odwiedzają. Zauważam w tym czasie więcej ciepła i tolerancji. Bo tradycja nakazuje nie tylko jeść rybę, ale także wybaczać. I czasem to pomaga zajadłym wrogom w podaniu sobie ręki. Bo nie wypada inaczej. Nie ma znaczenia, że wybaczać powinniśmy innym nie tylko od święta, bo lepiej wybaczać raz w roku, niż nie wybaczać wcale.

Krąży w sieci złośliwy mem, który wzgardliwie mamrocze o tym, że nadchodzi czas fałszywych życzeń. Bardzo nieszczęśliwa jest osoba, która go stworzyła lub rozpowszechnia. Bardzo biedna i złakniona miłości. Ale tu właśnie widać, że przymus zabija w nas serdeczność. Są ludzie, którzy zmuszani do składania życzeń widzą w tym coś przykrego. Być może, gdyby nie tradycja postrzegana jako presja, chętniej otworzyliby serce na pozytywne dla siebie i innych doświadczenia. Dobre słowa są jak latarnia, która rozprasza mrok. Wnoszą światło i uzdrawiają. Nie szczędźmy sobie ciepłych słów.

Nie miewam takich problemów. Każdemu, dokładnie każdemu, życzę miłości, radości i szczęścia. Także tym, którzy zachowali się wobec mnie niegodziwie. Im bardziej będą kochani i szczęśliwi, tym mniej złych rzeczy będą wyrządzać komukolwiek – to proste. Dlatego dobre życzenia są jak magiczna różdżka, która uzdrawia świat. Składanie życzeń jest jednym z najpiękniejszych zwyczajów na świecie, ponieważ cokolwiek życzymy innym, umacniamy także w sobie.

Oczywiście nie potrzebujemy świąt i opłatka, by mówić sobie ciepłe słowa – to jasne. Możemy każdy dzień zaczynać od dobrych życzeń. Ale podobnie, jak w przypadku wybaczania – są wśród nas ludzie, którym taki rytuał jest potrzebny, aby w ogóle wyartykułowali coś pozytywnego do drugiej osoby. Lepiej od święta życzyć innym szczęścia niż nigdy nic dobrego nie powiedzieć. Myślę, że to przykład, który pokazuje, że tradycja uczy pięknych wartości.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego lubię świąteczne zwyczaje. Roziskrzona światełkami choinka i stos kolorowo zapakowanych prezentów budzi we mnie radość wewnętrznego dziecka. Zapach świerkowych gałązek i gotowanych grzybów przywołuje obrazy cudownego dzieciństwa i błogości; czasów, kiedy byłam malutka i szczęśliwa. Jakże łatwo wtedy rozdmuchać w sobie ten drobny płomyczek szczęśliwości i oświetlić nim chwilę obecną. Czasem wystarczy, że pochylę się nad gałązką choinki i powącham ten cudowny leśny aromat. Zamykam na chwilę oczy i… kiedy je otwieram, jestem w raju. Wiem, że każdy to potrafi, jeśli tylko zechce.

Staram się podążać za głosem serca i być w zgodzie z tym, co gra w moim wnętrzu. Dlatego jestem uparta i niezwykle odporna na presję. Nie daję się zmuszać do niczego, ponieważ sama wybieram to, co dla mnie dobre i wartościowe. W świątecznych zwyczajach umiem znaleźć wiele pięknych elementów, które wzbogacają mnie i moich bliskich. Szukam takich rzeczy w tradycyjnych przekazach moich przodków, doceniając ich mądrość. Przecież piękno nie urodziło się dzisiaj. Otwierając się na zmiany, które nieuchronnie nadchodzą każdego dnia, sama także tworzę nowe, pozytywne rytuały. Wierzę, że ktoś kiedyś z ciepłym uśmiechem także nazwie je tradycją.

Bogusława M. Andrzejewska

 

Horoskop z kwiatów – 3

RÓŻA

(od 29 sierpnia do 23 września)

Zmysłowy i pełen radości życia, z optymizmem podchodzi do problemów. Marzy o nieziemskiej miłości, pewnie dlatego wyjątkowo długo szuka partnera i czasem go wcale nie znajduje. Kochankiem bywa wymagającym. Jest tytanem pracy i mistrzem w samodoskonaleniu. Stawia wysoko poprzeczkę sobie i innym.

***

CHRYZANTEMA

(od 24 września do 18 października)

Rozważny i sprawiedliwy, uczciwy i konsekwentny, ale także krytyczny i wymagający wobec innych. Umie wybaczać, lecz nie zapomina doznanych przykrości. Długo podejmuje decyzję, ale potrafi zrobić to nieoczekiwanie i nagle zmienić pracę, dom, mieszkanie. W miłości lubi być zdobywany, kocha przygody, ale długo się waha, zanim zwiąże się z kimś na dłużej.

***

NAPARSTNICA

(od 19 października do 7 listopada)

Energiczny i dynamiczny, o silnej woli. Ma duże zdolności do zarządzania innymi ludźmi – urodzony szef. Z entuzjazmem angażuje się w słuszne sprawy. Brakuje mu nieco zdolności dyplomatycznych, dlatego też przysparza sobie czasem wrogów. Potrafi dochować tajemnicy. Słabo radzi sobie z własnymi problemami sercowymi i finansowymi.

***

IRYS

(od 8 listopada do 12 grudnia)

Inteligentny. Lojalny i wierny ludziom i sprawom. Ma skomplikowaną naturę. Pozornie przystępny i wesoły, otoczony gronem przyjaciół, w rzeczywistości pełen dystansu. Z zapałem poświęca się karierze, ale tylko wtedy, kiedy ma widoki na sukces. Chętnie podejmuje wyzwania, potrafi być bardzo wytrwały. Impulsywny. Często łamie serca płci przeciwnej.

***

MADRAGORA

(od 13 grudnia do 5 stycznia)

Ambitny i konsekwentny. Dąży do zdobycia władzy albo dużych pieniędzy. Ceni wymierne sukcesy. Lubi ryzyko, ale porażki wpędzają go w desperację. Krytyczny, dostrzega w ludziach ich słabe strony. Nieufny chociaż tolerancyjny. W życiu osobistym chłodny i zamknięty. Odsłania się tylko przed kimś, z kim jest w długotrwałym związku, komu nauczy się wierzyć.

 

Horoskop z kwiatów – 2

OSTRÓŻKA

(0d 11 do 31 maja)

Jest zawsze pewien swoich racji i broni ich do upadłego. Wierzy w siebie i potrafi walczyć o swoje dobre imię. Ma silną wolę. Choć energiczny i rozsądny, nie zawsze potrafi osiągnąć zamierzony cel. Przywiązuje dużą wagę do uczuć, ale trudności łatwo go zniechęcają. W przyjaźni lojalny, w życiu czasem cyniczny. Ceni materię i wygodę.

***

PASSIFLORA

(od 1 do 23 czerwca)

Dowcipny, pełen uroku, ale wrażliwy i łatwo go zranić. Skłonny do kompromisu. Jest zmienny – raz pragnie błyszczeć, innym razem woli schować się w cieniu. Mistrz flirtu, potrafi perfekcyjnie uwodzić, ale głębokie uczucia wyznaje z trudem. Świadom swoich intelektualnych zdolności tęskni do sukcesu, ale nie zawsze go osiąga, ponieważ brak mu wytrwałości.

***

ORCHIDEA

(od 24 czerwca do 11 lipca)

Kocha swobodę i niezależność, ale nie za cenę ciężkiej pracy. Uwielbia niespodzianki. Uparty, miewa czasem klapki na oczach. Potrafi być uroczy, ale bywa tez kapryśny i nieznośny. W małżeństwie wierny i oddany, skłonny do poświęceń. Umie jednak z życia czerpać i dla siebie, lecz robi to bardzo dyskretnie. Lubi się uczyć i poznawać nowe rzeczy.

***

LILIA

(od 12 lipca do 5 sierpnia)

Zrównoważony i dominujący, umie zachować dystans do ludzi problemów. Chłodna wyniosłość kryje często niezadowolenie z siebie. Nie lubi dobrych rad, ale sam sobie świetne radzi. Jest doskonale zorganizowany. Nawet złe wiadomości nie wytrącają go z równowagi. W miłości wymagający, choć sam nie daje z siebie wszystkiego.

***

MAK

(od 6 do 28 sierpnia)

Nie znosi monotonii, dąży do przyjemności, uciech, sukcesu. Wszystkich dookoła zaraża swoja radością. Jest niecierpliwy, a przeszkody go nie zrażają. W ludziach ceni przede wszystkim poczucie humoru i bystry intelekt. U inteligentnych przyjaciół potrafi przymknąć oko na inne wady. W miłości jest zazwyczaj kapryśny i niestały.

 

cdn…

 

Horoskop z kwiatów – 1

POWÓJ

Od 6 stycznia do 2 lutego

Ma mnóstwo oryginalnych pomysłów. Jest niezwykle inteligentny, choć czasem oderwany od rzeczywistości. Umie zarabiać duże pieniądze. W miłości ostrożny, nie znosi zaborczości. Nie lubi się wiązać na dłużej z jednym człowiekiem, sprawą czy miejscem. Szuka stale nowych wyzwań.

***

LOTOS

Od 3 lutego do 1 marca

Wrażliwy aż do przesady. Gotowy do poświęceń. Kocha liczną rodzinę i tęskni za prawdziwym domem, pełnym dzieci. Lubi kojarzyć pary. Sam uczuciowy i kochliwy, zmienia partnerów jak rękawiczki. Rozumie innych, bywa więc bardzo dobrym przyjacielem.

***

ŻONKIL

Od 2 do 21 marca

Jest urodzonym optymistą, konsekwentnie dąży do osiągnięcia szczęścia i pociąga za sobą innych. Szuka zgody i harmonii, wprowadza wszędzie dobrą energię. W uczuciach stały i lojalny. W przyjaźni wspierający, jednak rzadko rozumiany i z tego powodu często bywa samotnikiem.

***

FIOŁEK

Od 22 marca do 20 kwietnia

Wrażliwy i otwarty, doskonały powiernik tajemnic. Łatwo go urazić, ale wiele potrafi wybaczyć. Starannie dobiera sobie przyjaciół. W miłości niezbyt stały. Jest odważny i przebojowy. Szuka stale nowych przygód. Profesjonalny i pracowity, ponosi porażki z braku konsekwencji.

***

MALWA

Od 21 kwietnia do 10 maja

Wspaniałomyślny i towarzyski, lecz czasem także próżny. Kocha piękno we wszystkich jego przejawach. Uzdolniony artystycznie i zmysłowy. Ma dar przekonywania i z każdym potrafi znaleźć wspólny język. Jest bezkonfliktowy, ale potrafi też doskonale poradzić sobie z problemami.

 

cdn…

 

Szczęśliwego Nowego Roku!

Weszliśmy w Nowy Cudowny Rok! Otworzyły się dla nas nowe możliwości i wiele pięknych doświadczeń. Jak zawsze, to głównie od nas i naszego nastawienia zależy, czy wykreujemy sobie mnóstwo szczęścia i sukcesów. Nasze myśli i emocje tworzą naszą rzeczywistość.

Rok 2016 ma numerologiczną wibrację DZIEWIĘĆ. To może być okres bilansu i rozliczenia z przeszłością, z całym cyklem. W tym czasie intensywnie rozwijamy się duchowo poprzez doświadczanie wyzwań. Jednak nie warto skupiać się na negatywnych sytuacjach, ponieważ te pozytywne również się pojawią. Ten rok jest okresem dużej huśtawki wydarzeń – raz po wozem, raz na wozie.

W takim roku duże powodzenie mają sprawy prawne oraz zawodowe rozpoczęte w latach poprzednich. Ten okres sprzyja też podróżom, nauce i rozwojowi duchowemu. Można brać udział w szkoleniach, medytować i praktykować. Przedsięwzięcia związane z pracą nad sobą i z ezoteryką układać będą się dobrze. Podobnie jak każda działalność charytatywna i wszelkie fundacje. Tutaj możemy zaczynać z nowymi pomysłami, ponieważ ta wibracja patronuje wszelkim działaniom altruistycznym.

Na tę charakterystykę należy nałożyć cechy swojej liczby urodzeniowej, ponieważ 2016 – jako rok osobisty – wibruje zgodnie z liczbą z całej daty naszego urodzenia. Kto jest Jedynką, poczuje wiatr w żaglach i rozpocznie nowe rzeczy. Dwójki i Jedenastki maja przed sobą pełen emocji czas współpracy, a Trójki twórczość i zabawę. Dla Czwórek to rok cierpliwości i pracy, dla Piątek okres nauki i podroży albo przeprowadzki. Szóstki powinny skupić się na domu i rodzinie, a Siódemki na rozwoju wewnętrznym. Ósemki teraz odcinają kupony i zbierają to, co zarobiły wcześniej, a Dziewiątki rozliczają cały miniony cykl.

Wszystkim naszym Czytelnikom i Sympatykom życzymy cudownych, pełnych miłości dni w Nowym Roku. Niech mnożą się sukcesy i pomyślne wydarzenia. Odkrywajcie nowe lądy, realizujcie marzenia, a bogactwo niech zawsze Wam towarzyszy w postaci konta pełnego pieniędzy oraz wielu życzliwych i pomocnych osób na Waszej drodze. Wszystkiego dobrego!

Wasza Redakcja

Bajka o bogatym człowieku

Był raz pewien starzec bardzo zadowolony ze swego życia. Wiele zarobił pieniędzy, majątek w ziemi też miał i synów wielu, no ..i kobiet, trochę, nazwijmy to – poznał. Czuł się syty, doglądał swojego i dawało mu to poczucie spełnionego życia.
I czas przyszedł odejścia.
Dusza z ciała wychodzi i przed tronem Boga staje /niech tak będzie w opowieści/.
Odszedł spokojnie, gdyż spełnienie czuł i dobrze wypełnione życie.
I pyta Bóg duszę bogacza:
– Zadowolony jesteś, widzę?
– Oj tak, życie przednie, spełnione, bardzo rad jestem z niego.
I tu mogłaby opowieść się skończyć, gdyby nie to, że nie przez wszystkich zrozumiana być może. Opowiadam więc dalej.
W świecie starym, Bóg zapytałby starca:
– A cóż ze sobą wziąłeś, nic, po cóż więc czas na gromadzenie trawiłeś, a nie na modlitwę?
Lecz ta opowieść inna będzie.
Pyta Bóg:
– Czy dobrze zarządzałeś życiem?
– Tak, starałem się, o żony dbałem, wiele miłości mi dały i ja im też, opiekowałem się każdą z nich i w sercu je mam, jak i one mnie, w przyjaźni głębokiej żyliśmy, gdy jedna odchodziła do Ciebie, drugą pod dach przyjmowałem, bo wiele w okolicy samotnych i biednych ich było, a ja miałem się czym dzielić.
Synowie, mądrości i troski o swe rodziny nauczeni i o ziemię, bo o tę szczególnie dbałem i synów uczyłem, że Ziemia to nasza matka.
I biedaków zatrudniałem, choć jałmużny nie dawałem, szanowali mnie tak, jak ja ich i pracę, którą wykonywali.
Majątek mnożyłem, gdyż Ciebie wziąłem za Przewodnika i Tobie się oddałem. To Ty myśli podsyłałeś, jaką decyzję podjąć. Pamiętałem dobrze fragment z Genesis, w którym o tym wspomniałeś i trzymałem się tego.
Tylko wówczas, gdy mężczyzna Boga weźmie do serca swego, plon w życiu zbierze. Tak się stało i dziękuję Ci za tę wiedzę i prowadzenie.
Ludzi mogłem wielu zatrudnić, z biedy wyszli, stali się szczęśliwymi, o rodziny troszczyli się i dzieci w miłości do Ciebie chowali, bo muszę Ci rzec, że i tego ich nauczyłem, kochałem ich jak swych synów.
Gdy patrzę za siebie, cóż….trudno mi nawet wdzięczność wyrazić Tobie, za tyle dobra i łask, to dzięki Tobie tylu uszczęśliwić mogłem, nie moja, lecz Twoja Boże, to zasługa.
Bóg spojrzał na starca, otworzył szeroko ramiona, przytulił i rzekł:
– Dumny z Ciebie jestem synu, o więcej podobnych Tobie proszę, pięknie dar życia wykorzystałeś. Czy chcesz zostać ze mną, czy też zejść, aby dalej nieść dobro na Ziemi?
– Zostanę, ale nie na długo, bo choć zmęczony mocno nie jestem, chcę plan ułożyć i przemyśleć, co mógłbym tym pięknym duszom na Ziemi w darze od Ciebie dać jeszcze.
I to koniec opowieści.
– Puenta, jaka spytasz? Prosta.
Żyj całym sobą, twórz i pomnażaj, innych tego ucz, a wszystko niech Bóg prowadzi.
– Powodzenia – rzekł Duch.

Fragment ksiązki „TAŃCZĄC ŻYCIE”.
Elen Elijah Niosąca Wiatr (Medium Nr 22)

Marzenia

Marzenia są nam potrzebne jak powietrze do oddychania. Pozwalają nam zapomnieć o codziennych troskach i odprężyć się, jak przy dobrym filmie. Zazwyczaj jest to szczególnie wartościowy film, ponieważ opowiada dokładnie o tym, czego pragniemy i co z całą pewnością bardzo nam się podoba. Myślę wręcz, że to wyjątkowo udany sposób na spędzenie wolnej chwili lub zakończenie pracowitego dnia.
Jeśli ktoś mówi nam, że to marnowanie czasu i zabawa dla dzieci, to jest w błędzie. Nasz organizm potrzebuje marzeń, aby prawidłowo funkcjonować. Są one doładowaniem wewnętrznego zbiornika, dzięki któremu możemy sprawnie funkcjonować. Przeciwdziałają też nawet wypaleniu zawodowemu, ponieważ pozwalają nam przenosić sie w czasie i przestrzeni oraz odzyskiwać sens życia. Kiedy oglądamy wymarzone obrazy i sytuacje, w naturalny sposób podnosimy sobie nastrój, wprowadzając się w stan odprężenia i pogodne emocje. Myślę, że każda metoda, która poprawia nam humor i przywraca radość życia jest bardzo wartościowa wyłącznie dlatego, że przywołuje dobre myśli i podnosi nam energię. Można zatem nazywać marzenia zabawą dla dzieci, bo także zabawa daje nam wiele korzyści.
Jednak ich rola nie kończy się na odprężeniu i przyjemności. Marzenia rozwijają naszą wyobraźnię, ucząc kreatywności, która jak wiemy, potrzebna jest w każdej sferze działania. Uczą też szukania rozwiązań najbardziej skomplikowanych problemów. Ludzie, którzy potrafią marzyć mają wyższy iloraz inteligencji i sprawniej znajdują sposoby na wyjście z trudnej sytuacji. Są też siłą mobilizującą nas do zmian. Pozwalają wyjść ze strefy komfortu, abyśmy znaleźli swój osobisty sukces i spełnienie. Ludzie, którzy nie chcą marzyć, tkwią w kołowrotku tych samych miejsc i wydarzeń. Bywają smutni i zniechęceni. Są często popychani trudnymi doświadczeniami – w ten sposób dusza próbuje zmienić stagnację i bezruch w działanie i poznawanie nowego. Marzenia dają nam tę odwagę, której tak bardzo potrzebujemy, by otworzyć się na zmiany.
To jedna z najcenniejszych zalet swobodnego marzycielstwa – pomaga nam określać nasze cele i ustalić, co naprawdę liczy się w naszym życiu. Kiedy marzymy, odkrywamy siebie i swoje priorytety. Tutaj pragnę zwrócić uwagę, że nie warto żyć cudzymi marzeniami, bo to skazuje nas na gorycz niespełnienia i poczucie przegranej. Największy sukces, który nie jest uwieńczeniem naszej własnej drogi, ma przykry smak. Wiele sławnych i bogatych osób cierpi między innymi z tego powodu, że podążają cudzą ścieżką. Nie wystarczy być popularnym i bogatym, aby być szczęśliwym. Trzeba jeszcze umieć słuchać pieśni własnego serca i realizować swoje największe pragnienia. Kiedy umiemy marzyć, stawiamy siebie w wyobraźni w różnych sytuacjach i odczuwamy prawdziwe emocje. To one są najlepszym drogowskazem, który prowadzi nas do samospełnienia. Marzenia pomagają nam uniknąć ślepych uliczek, w które prowadzi nas często niskie poczucie wartości i potrzeba zaimponowania komuś lub chęć udowodnienia czegoś innym. W marzeniach mamy odwagę być sobą i robić dokładnie to, czego naprawdę pragniemy. Trzeba tylko zaufać sobie i dać się prowadzić swojemu sercu.
A teraz najważniejsza informacja: marzenia są tym, co naukowo nazywamy wizualizacją. To potężne narzędzie kreowania pomyślności i uruchamiania Prawa Przyciągania. Wszystkie skuteczne metody zawierają w sobie ten element: tworzenie wizji tego, czego pragniemy. Oczywiście każda technika jest wzbogacona różnymi elementami, które mają za zadanie zwiększyć jej skuteczność. Często wprowadzamy umysł w stan wyciszenia, np. w stan alfa, w którym każde wyobrażenie działa silniej niż w czasie codziennej aktywności. Jednak zwykłe marzenia także mają siłę kreowania rzeczywistości.
Wielu nauczycieli podkreśla, że obraz jest bardziej efektywny, ponieważ szybciej trafia do podświadomości, która daje nam energię do realizacji. Ponadto jest bardziej oczywisty. Zanim słowami opiszemy wymarzony samochód, możemy wyświetlić jego obraz i zobaczyć siebie z rękami na kierownicy. Kiedy chcemy przyciągnąć wymarzonego partnera, również o wiele łatwiej jest poczuć w sobie szczęście i zobaczyć sytuację, kiedy ktoś kochany i ciepły trzyma nas w ramionach, niż wypisać wszystkie konieczne cechy człowieka, jakie chcielibyśmy znaleźć u przyszłego męża czy żony. Pamiętajmy przy tym, że w marzeniach pojawiają się najlepsze emocje, które zasilają nasze wizje. Nie ograniczają się one jedynie do obrazu. Ich działanie jest więc bardzo skuteczne.
Marzenia się spełniają, to oczywiste, a te spełnione dają nam radość i zadowolenie. Sprawiają, że wierzymy w pozytywną stronę życia i zaczynamy funkcjonować w zupełnie innej optyce. Tej właściwej, która przyciąga do nas kolejne cudowne zdarzenia. Czasem musimy poczekać, bo dopiero jak odchowamy dzieci i mamy chwilę dla siebie odnajdujemy w sobie moc i chęć realizacji. To zapewne jest zależne od tego, co jest przedmiotem naszych marzeń. Jednak nie istnieje tu żaden limit wiekowy. Marzyć można z radością całe życie, ciesząc się każdą stworzoną wizją.

Bogusława M. Andrzejewska (Medium Nr 22)

Pozwól sprawom przybrać ich naturalny bieg

– Co tu się dzieje ? Dlaczego nic z tym nie zrobisz ? – zapytał mąż.
Kobieta spoglądając mu prosto w oczy, odrzekła:
– Zmęczona już jestem kochany mój, ciągłym spędzaniem czasu na ocenianiu, rozróżnianiu pewnych rzeczy, a pozbywaniu się innych. Czasem coś tracimy, czasem coś zyskamy. Dawno zrozumiałam, że nie muszę mieć tego, co chcę, natychmiast.
– Co ty wygadujesz?! – wrzasnął poirytowany mąż – straciłaś taką dobrą pracę – kontynuował – świetnie płatną. Ja nie dam rady utrzymać wszystkiego sam! Powinnaś iść do prezesa i z nim jeszcze raz porozmawiać! Zrobić cokolwiek, żeby teraz nie stracić tej pracy! Nie możesz tak spokojnie siedzieć i czekać na nie wiadomo co!
– Mogę i czekam, i nie jest to wcale nie wiadomo co, ponieważ ufam, że wszystko ułoży się we właściwym czasie z korzyścią dla mnie.
– Chora kobieta! Ty i te twoje teorie! – ponownie wrzasnął mąż w bezsilności, machając ręką i trzaskając drzwiami za sobą.
Kobieta westchnęła ciężko. Daleka była od zdenerwowania męża. Miała wewnętrzny spokój o jutro, przekonana, że spotka ją coś zdecydowanie lepszego od tego, co straciła.
Tymczasem jej mąż ani tego nie rozumiał, ani tego nie przyjmował. Był bardzo zniecierpliwiony i przepełniony obawami. Fakt, że sytuacja nie była łatwa. Kobieta straciła dobrze płatną pracę w czasie spłacania kredytu, ponadto bieżących wydatków także nie było mało. Kobieta rozważyła dokładnie, co może zrobić w tej sytuacji i postanowiła cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń. Wiedziała, że narzekanie i zniecierpliwienie wywoła niepotrzebne blokady oraz przysłoni nowe możliwości. Była przekonana, że przygnębienie, zamartwianie się spowoduje rozdrażnienie i wywoła u niej dodatkowo niską samoocenę spowodowaną oczekiwaniem błyskawicznych efektów, które są równoznaczne z jej niską wydajnością i mało skutecznym działaniem.
Była też świadoma lekcji jaka do niej przyszła: wypracowanie cierpliwego przeżycia powstałej sytuacji oraz uważniejszego działania każdego dnia. Obserwowała miotającego się męża, który oczekiwał natychmiastowego rozwiązania. Codziennie narzekał, że nie wystarczy pieniędzy, że będzie musiał więcej pracować, że ten kraj jest chory, a szef okazał się bydlakiem, wręczając jego żonie wypowiedzenie. Jego ogromnie niespokojny umysł, przepełniony obsesyjnie negatywnymi myślami, nie pozwalał dostrzec żadnych nowych możliwości i rozwiązań, dla kobiety zaś była to podwójnie trudna sytuacja.
Coraz częściej wychodziła z domu, by całymi godzinami w samotności, całą sobą chłonąć świat takim, jaki jest. Fotografowała intuicyjnie otaczające ją piękno, a czasami zrobione zdjęcia wysyłała do gazet i różnych redakcji. Wygrała nawet cztery konkursy fotograficzne. Pewnego dnia zupełnie nieoczekiwanie dostała propozycję pracy w dużym i znanym wydawnictwie redakcyjnym. Proponowali gażę dwa razy większą od poprzedniej. Radość kobiety była przeogromna, zważywszy na fakt, że chcieli płacić jej niemałe pieniądze za to, co kochała robić najbardziej. Teraz dopiero dostrzegła, że dzięki wypowiedzeniu z pracy odkryła w sobie wspaniały talent. Dziś jest cenionym i dobrze zarabiającym fotografem. Czuje się naprawdę spełniona i wartościowa.
Mąż kobiety zrozumiał, że nauczenie się cierpliwości wobec siebie i rzeczywistości, jest bardzo ważnym elementem rozwoju duchowego oraz pomocą w realizacji własnych pragnień. Mężczyzna nie miał pojęcia, że jego żona pasjonowała się chwytaniem pięknych momentów w obiektywie i zawsze marzyła o tym, by zostać fotografem. Zrozumiał także, że pojawiający się warunek ciała jak i umysłu jest tylko warunkiem i odchodzi tak samo, jak się pojawił. Wiedział już, że trzeba pozwolić odejść rzeczom, wydarzeniom, sytuacjom oraz ludziom. Dostrzegł w żonie jej uwolnienie od nieustającej walki, sporu oraz niespokojnego umysłu, z którym on sam nie mógł sobie poradzić. Olśnienie pokazało, że wszystko przyszło do nich we właściwym czasie.
Bez oceniania i trzymania wszystkiego na siłę żyje się lżej, zwłaszcza wtedy, kiedy się tego nie lubi i nie podoba nam się to, w czym tkwimy. Od tego doświadczenia życie męża było zdecydowanie spokojniejsze i wyzwolone od tarć, narzekania, buntu, zamętu i własnego pomieszania.
Teraz mąż kobiety codziennie praktykuje cierpliwość.

Katarzyna Zamiar (Medium Nr 22)