Prawda i wybaczenie

Czarodziejka siedziała wygodnie w fotelu pozawijana w koce i otulona poduchami.
Zapieckowy dbał o nią zdaje się nieco przesadnie, ale……. wybaczała mu to i chętnie dawała się rozpieszczać. W końcu po to był jej potrzebny mężczyzna w domu. żeby rozpieszczał. Przytulał. Ogrzewał. Był. Nawet najsilniejsza kobieta tego potrzebuje. Bycia kochaną. Bo kochać samego siebie, to czasem za mało. Tak sobie myślała czarodziejka, drapiąc za uchem czarno-białą kotkę przyniesioną z działek przez Zapieckowego.
„Skłębuszkowała się” – popatrzył Zapieckowy czule na dziewczynę w fotelu, „znaczy… dobrze jest”. Powędrował otworzyć zielone drzwi, gdyż właśnie ktoś zamierzał do nich zapukać. „Koci instynkt zawsze się przydaje. Mru.” I otworzył drzwi, za którymi do pukania przymierzała się MagicznaLalkarka.
– Cześć Kocie. Ja do lalki. – przywitała się nieco tylko zdziwiona, że otwarto jej zanim zapukała. W końcu to magiczny dom magicznych stworzeń, a i sama była magiczna.
– A o tam siedzą. Znaczy, tego… lalka leży, jakby… rozpadła się – poinformował Kot uprzejmie, usunąwszy się z drogi.
MagicznaLalkarka usiadła na zielonej kanapie obok poukładanych tam troskliwie członków lalki.
– No tak… za dużo emocji, negatywnych emocji… każdy by się rozpadł, nie tylko krucha lalka – mruczała niby do siebie, niby do czarodziejki.
– Naprawisz?? – zapytała czarodziejka znad szydełkowej robótki.
– Naprawię. Choć to wymaga nieco czasu. I serca.
– No, ty akurat masz, co potrzeba – uśmiechnęła się czarodziejka.
– Mam i opowieść adekwatną dla ciebie – MagicznaLalkarka zaczęła wyciągać z plecaka przybory potrzebne do naprawy lalki, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Tym razem ktoś zdążył przed Kotem.
– Sorry, byłem w kuchni – krzyczał Kot, sunąc do drzwi i ocierając z twarzy ślady bigosu.
„Wyżerał” uśmiechnęła się do swoich myśli czarodziejka. Lubiła to jego gotowanie i podjadanie, i śpiewy w kuchni (na melodię „jingle bells”) i w ogóle lubiła…
Za drzwiami stał mężczyzna.
– Pan do kota?? – zapytał Zapieckowy.
– PO kota – odparł przybyły zdecydowanie.
– Nie, nie, nie, nie, czy DO, czy PO, to zdecyduje kot i czarodziejka. To co? Wchodzisz gościu? – dość obcesowo zachęcił Zapieckowy nowego gościa do wejścia.
Czarodziejka czując wahanie gościa wskazała mu kanapę, a MagicznaLalkarka przysunęła do siebie części lalki, by nieznajomy mógł usiąść.
– Szukałem cię tak długo… – wyciągnął rękę do kotki. – Przecież cię kocham… Martwiłem się…
– Chwila, chwila, szanowny – wtrącił się Zapieckowy – prawdziwy mężczyzna – MĘŻCZYZNA, nie facecik powiadam!!! – zagrzmiał, aż czarodziejka i kotka skuliły się w fotelu.

– Przepraszam was – i pogłaskał obie, jakoś tak jednocześnie. – Otóż – zwrócił się do gościa – prawdziwy mężczyzna tak nie robi. Nie zostawia się ot tak kobiety, bo coś tam, bo się skończyło. Tobie się skończyło, a jej? Pytałeś ją jak się z tym czuje? Słuchałeś, gdy mówiła, że cię kocha? Gdy prosiła, żebyś wrócił? Dał wam szansę? Bo tobie źle? A jej? I TERAZ MÓWISZ ŻE JĄ KOCHASZ??!!??!! Jak kurrwa kochasz??!!
– Bardzo mi przykro..  Wstyd… Żałuję… – dukał wystraszony gość. Zapieckowy i jako kot, i jako mężczyzna był naprawdę duży. Wściekły robił się jeszcze większy. Srebrne zimne oczy miotały gromy, a głos grzmiał w całym domku, aż się szklana góra trzęsła.
– Kocie… – szepnęła czarodziejka czując, że wie już co pomoże tej parze – czy możesz nam przynieść coś do jedzenia? I kawa zdaje się „wyparowała” z dzbanka.
Mrucząc bardzo brzydkie wyrazy KotZapieckowy poszedł do kuchni. MagicznaLalkarka sączyła resztkę kawy z filiżanki.
– Mocne wejście – podsumowała występ Kota.
– Raczej wyjście – sapnęła czarodziejka, gdy huk ogłosił zamknięcie drzwi kuchennych za Zapieckowym.
– Wiem, co wam pomoże – zwróciła się do gościa wciśniętego w kanapę. – Radykalne wybaczenie.
– Ja… Ja wybaczyłem..  jej… nie chciałem do tego doprowadzić… nie chciałem, żeby tak się stało… nie byłem sobą… zrobię wszystko… strasznie mi przykro… wstyd, że ją do tego doprowadziłem… mam… mam… mam TO – z kieszeni kurtki wyjął obrączkę pasującą do tej, którą sam nosił na serdecznym palcu i wysunął w kierunku kociej łapki. – Za te, co pogubiliśmy…
– Nie – przerwała mu czarodziejka, wpatrzona srebrnymi oczami w jego ego, serce i Duszę – nie usprawiedliwiasz. WYBACZASZ. I nie jej. Ona tobie zresztą dawno wybaczyła. Nie na darmo zamieniła się w kota. Koty są mądre, a ona tę kocią mądrość w sobie miała. Wiedzę przedwieczną. Wybaczyła tobie dawno. Siłą wiedzy, mądrości ,miłości.
Teraz musisz wybaczyć SOBIE. Sobie samemu. Bez tego nie zbudujesz w swoim życiu NIC. Ani sam, ani z nią, ani z nikim innym. Nigdy. Rozumiesz? – zapytała.
– Chyba… chyba tak… chyba rozumiem… – szeptał gość wpatrzony w bladą twarz i pałające oczy.
– Więc dopóki nie będziesz absolutnie pewien, że rozumiesz i wiesz co zrobić, będziesz kotem! – Ledwie dostrzegalnym ruchem dłoni rzuciła czar zmieniający.
– Miauk – nowy czarny kot siedział zdziwiony na kanapie obok MagicznejLalkarki.
– No paczaj, jaki ty ładny, ty… – ta pomiziała go za uchem.
Czarno-biała EverythingSweet podeszła do kocura i liznęła go delikatnie w policzek. Kocurek przytulił się do jej mordki i tak sobie siedziały coś cicho szepcząc po kociemu.
– SPIEPRZAJDZIADU!!! – dobiegło z kuchni potężne zaklęcie i świst ścierki.
– Babcia – wyjaśniła MagicznejLalkarce czarodziejka. – Babcia gotuje bigos, a Zapieckowy próbuje… ciekawe ile ZOSTAŁO – zachichotała czarodziejka wracając do szydełkowania niemowlęcej czapeczki i włączając „żeby coś grało”.

Hanna Kocińska

Świadomość Bogactwa

Inna nazwa to świadomość prosperująca i oznacza szczęśliwego człowieka, który kształtuje swoje życie zgodnie z własnymi oczekiwaniami. Jest to osoba, która zna i stosuje Prawo Przyciągania, umie rozpoznawać i uzdrawiać wzorce tkwiące w podświadomości, jest optymistą, a pozytywne myślenie to jej prawdziwa natura. Z łatwością wybacza, tworzy dobre relacje z innymi, jest dobrym, kochającym i kochanym partnerem.  Umie zarówno dawać z hojnością, jak i przyjmować z wdzięcznością. Jeśli coś zaczyna, to cierpliwie i z uśmiechem doprowadza to do końca. Głęboko oddycha, kocha naturę, umie podnieść sobie energię, jeśli trzeba. Z zaciekawieniem rozwiązuje różne problemy, widząc w nich przygodę, która tylko potwierdza wysokie poczucie wartości. Jest twórcza i dąży do samospełnienia. Każdego dnia pracuje nad swoim rozwojem, a duchowość i połączenie z Najwyższym Źródłem jest dla niej tak oczywiste i naturalne, jak oddychanie.

Gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi cechami jest też umiejętność zarabiania czy przyciągania pieniędzy. Oczywiście. To też kawałek energetyki. Natomiast z cała pewnością świadomość prosperująca nie skupia się tylko na finansach. Nasze życie składa się z twórczości, miłości, pracy, zdrowia, związków, przyjaźni, rodziny. Każdy z nas czerpie radość i siłę z tych wszystkich obszarów życia. Nikt nie byłby szczęśliwy, gdyby miał mnóstwo pieniędzy i tylko pieniędzy. Widać to wyraźnie na przykładzie wielu bogatych i nieszczęśliwych osób, które mając finansowe bogactwo, odbierają sobie życie.

Prosperita uczy bycia szczęśliwym człowiekiem poprzez praktykowanie pozytywnego myślenia i sprawnego posługiwania się Prawem Przyciągania. Moi studenci wiedza o tym i przychodzą do mnie po podpowiedź wtedy, kiedy nie układa im się w związku, w rodzinie, nie czują się spełnieni, nie wiedzą, jak mogą realizować samych siebie. Czasem trafiają do mnie osoby, które nie umieją zarządzać emocjami, a czasem takie, którym brakuje pieniędzy. Rozwijanie świadomości bogactwa pomaga we wszystkich obszarach.

Świadomości ubóstwa opisywać tutaj nie będę. Brakuje jej tego wszystkiego, co czyni człowieka szczęśliwym. Powiem tylko, że czasem fizycznie taka osoba ma dość dużo pieniędzy , ale cierpi emocjonalnie. Chcę zatem bardzo wyraźnie podkreślić, że to nie pieniądze dają nam szczęście, tylko właśnie umiejętność rozwijania w sobie potrzebnych jakości. Tych jakości, które tworzą świadomość bogactwa.

Czasem mówię, że pieniądze nie są ani złe ani dobre. Są tym samym czym wszystko inne w naszej rzeczywistości: drzewa, chmury, szklanka mleka, palce u rąk, okulary, nóż do obierania warzyw. I jak każdy przedmiot pozwalają, abyśmy je zabarwiali zgodnie z tym, co czujemy. Możemy je kochać lub nienawidzić. Możemy wykorzystać je do pomagania potrzebującemu lub do zniszczenia czy nawet zabicia drugiej osoby.  Nie zmieniają nas, nie maja takiej siły, ponieważ wolna wola jest największą mocą człowieka na tej planecie. Mają natomiast dar odsłaniania  naszej prawdziwej twarzy.

Zgodnie z Prawem Przyciągania najpierw trzeba mieć w sobie szczęście i poczucie bycia bogatym, a dopiero potem możemy skutecznie przyciągać do siebie pieniądze. Wszechświat jest lustrem. Odzwierciedla, a nie tworzy. Tylko człowiek ma moc tworzenia. Jeśli zbuduje w sobie bogactwo, także finansowe, wówczas wszechświat odtworzy to w rzeczywistości i nasypie mu pod stopy mnóstwo pieniędzy. Tak to działa. Dlatego osoba, która czuje się biedna, zawsze biedna pozostaje. Nawet jeśli wygra lub zarobi, natychmiast zostaje okradziona lub w inny sposób traci to, czego w sobie nie czuje i nie ma.

O pieniądzach warto wiedzieć jeszcze jedno: są częścią wszechświata i materią, taką samą jak nasze ciało. Jesteśmy na tej planecie, aby rozwijać się w materii i poprzez rozumienie jej. Dlatego błędem jest zakładanie, że duchowość  odcina się od materii i zaspokaja garstką ryżu. Fizyka kwantowa dzisiaj bardzo wyraźnie pokazuje to wszystko, co jest wewnątrz dowolnego atomu. Na przykład atomu metalu, z którego zrobiono monetę pięciozłotową. Przestrzeń pomiędzy jądrem atomu, a elektronami śmigającymi po swoich orbitach wypełnia duch. To ta sama energia, którą wykorzystujemy robiąc Dwupunkt albo Reiki. Wszystko utkane jest z energii…

Człowiek w swojej pysze i potrzebie kontroli ocenia rzeczy jako złe lub dobre. Wymyślił więc, że ciało jest częściowo Ok, ale częściowo nie, bo posiadamy takie narządy, których nikomu nie wolno pokazać. Możemy je odsłaniać jedynie w toalecie. Potem wymyślił też, że pieniądze są nieładne i nie wypada ich pragnąć. Zdaniem większości ludzi zarówno pieniądze, jak i np. pośladki są negatywne i wstydliwe. Tak rozumuje świadomość ubóstwa. Ocenia. Segreguje. Odrzuca.

Tymczasem Najwyższe Źródło stworzyło wszystko i wszystko przenika, wibruje w każdej części naszego ciała i w każdej monecie. Świadomość Bogactwa z miłością otwiera się na wszystko, czego doświadcza i co istnieje. Kocha wszystkie komórki swojego ciała we wszystkich jego częściach, kocha każdego robaczka i każdy banknot. Przecież bogactwo, miłość, przyjaźń, zdrowie, radość to bardzo dobre jakości. Nawet same słowa mają wysoką wibrację. Tego wszystkiego zawsze sobie życzymy i wiemy doskonale, że to wszystko składa się na szczęście. Można więc kochać bogactwo i nic w tym niewłaściwego, a takie kochanie tworzy i przyciąga do naszego życia to, czego pragniemy.

O tak, świadomość prosperująca potrafi kochać pieniądze. Och! Określenie „kochać pieniądze” jest w naszej kulturze takie straszne! Tak nielubiane! Kojarzy się wyłącznie z lichwiarzami i materialistami. Tymczasem zapewniam wszystkich, że każdy sknerus i materialista to świadomość ubóstwa wypełniona lękiem przed brakiem. Żyjemy w stereotypach i powtarzamy bezmyślnie zdania stworzone w lęku, w braku, w goryczy i zawiści… A słowa nasycone emocjami maja moc stwarzania światów.

Temat jest bardzo szeroki. Dlatego stale prowadzę szkolenia z prosperity, stale też dopisuję coś na swojej stronie. A ponieważ doświadczyłam w życiu braku, dzielę się też bezpłatnie – poprzez swoją witrynę i poprzez Medium. Cała prosperita w skrócie jest też dostępna za symboliczne 35 zł w postaci płyty z wykładem. Od czasu do czasu chcę jednak zrobić coś więcej, coś w mocniejszej energii. Dlatego przyjęłam zaproszenie, by zrobić szkolenie na pięknej i bardzo mocnej energetycznie wyspie Lanzarote. Pomyślmy przez chwilę i wyobraźmy sobie… Miękki piasek pod stopami, szelest wiatru w palmowych liściach nad głową, a przed nami ocean. Ocean Mocy i możliwości. A dookoła piękna i błogo otulająca energia Prosperity…

Jeśli ktoś chciałby dołączyć do nas i dowiedzieć się więcej – zapraszam na wspólną wyprawę. Jeśli to nie jest dla kogoś właściwy czas, może uda się innym razem. Przestrzegam jedynie przed myślą, że: „chciałbym, ale to za drogo”. To nawykowy wzorzec wypływający ze świadomości ubóstwa. To też wzmacnianie blokadę, która wiernie nam będzie towarzyszyć tak długo, dopóki nie zrozumiemy, że niczemu dobremu nie służy i nie pozwolimy jej pęknąć.  Jeśli jesteśmy gotowi i czegoś pragniemy, wystarczy wyrazić swoje marzenie i powierzyć siebie i to pragnienie Boskiemu Porządkowi. Zawsze dostajemy to, co dla nas dobre, jeśli tylko wyrazimy wolę. Stwierdzenie: „to za drogie” nie jest wyrażeniem woli, tylko negatywną oceną, która blokuje dostęp do dobra.

Wszystko przychodzi do nas we właściwym czasie. Doświadczyłam tego wielokrotnie. Na swoje pierwsze szkolenie z prosperity pożyczyłam pieniądze. Miałam wtedy duże kłopoty finansowe, a mój przyjaciel, który organizował kurs z mądrą duchową nauczycielką powiedział mi: „to dla ciebie, tego właśnie potrzebujesz”. To była jedna z najlepszych i najcenniejszych inwestycji. Drugą było szkolenie Reiki, na które pieniądze po prostu dostałam w prezencie od brata. Te dwie piękne energie prowadzą mnie przez całe życie, czyniąc spełnioną i szczęśliwą. Nie wyobrażam sobie, gdzie bym była dzisiaj, gdybym wtedy nie pożyczyła na udział w szkoleniu. I nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. Ale ponieważ doświadczyłam sama, nauczyłam się dokonywania takich wyborów, które prowadzą mnie do pogodnego i spełnionego życia. A tutaj opowiadam o tym, co stało się prawdziwą cząstką mojej rzeczywistości.

Bogusława M. Andrzejewska

Pokochać to, co nie-do-pokochania

Podchodzę ostrożnie, okrążam ten temat, bo jest delikatny. Bo sprawia, że całkiem poważni i dojrzali dorośli, wybiegają z płaczem, jak napisał dziś Bartek. Rok temu w czerwcu po raz pierwszy w życiu towarzyszyłam przy umieraniu Dziecka. 6 tygodni. Niemal codziennie. I była to najbardziej wartościowa „praca”, jaką wykonywałam w moim życiu. Najpiękniejsze spotkanie, wspólna podróż i rozstanie. Rozstanie bez pożegnania, bo „miałam przyjechać jutro”. Ten Chłopiec do dziś przychodzi w moich snach więc nasza wspólna podróż trwa, tylko zmieniła wymiar. Wiem, że jest mu Dobrze, cokolwiek to znaczy. Dziękuję za to Spotkanie, dziękuję, że mogłam go poznać i być, tak jak potrafiłam najbardziej prawdziwie, na tamten moment.

Reakcje wielu osób były identyczne: „Jak dajesz sobie radę??? To musi być strasznie ciężkie!” – słyszałam to jak przez mgłę 🙂 Jak to ciężkie, kiedy w tym tyle piękna jest…. Jakie „dawanie rady”? Po prostu wsiadam w samochód i jadę i jestem. Żadnego „odcinania się”, ale i żadnego wklejania się w Jego Opowieść, towarzyszenie…. i wielka wdzięczność, przyjmowanie każdego dnia jako daru i doświadczanie Wszystkiego, co się wydarzało. I przechodzenie przez synchroniczności…

10-te urodziny mojej Córki – odwiedzam ją na kolonii i tego samego wieczora dociera alarmująca wiadomość od rodziców Chłopca, że lekarze mówią, iż to może być Koniec. Wsiadam w samochód i jadę. Chłopiec wita mnie najpiękniejszym uśmiechem i niemal widzę, jak siada na łóżku… Nie, to nie jest ‘ten dzień’. Dziękuję za kolejny Jego dzień, dziękuję za urodziny mojej Córki, za spokojną drogę powrotną w deszczu…

Sierpniowy chłodny poranek, samochód zapakowany sprzętem na wakacje nad morzem, rowery, deska, koce, książki, ruszam – pierwszy przystanek: kwiaciarnia – kupuję biały bukiet, zamieniam kilka zdań z panią, która milknie gdy słyszy, że jadę na pogrzeb… Dziecka. Dobrze znana trasa, a raczej jej połowa, nie dojeżdżam do Łodzi, Miasto Rodzinne Chłopca jest w połowie drogi, skręcam, jestem. Tłum ludzi, wieje, pada, ludzie płaczą i mdleją, pogrzeb zamienia się w cichą czarno-białą manifestację, mam wrażenie, że miasto ucichło, ktoś naprawdę zatrzymał Czas, Ruch i Dźwięki. Pogrzeb, przytulam po kolei tych, którym jest najtrudniej. I dalej rozmawiam z Nim. Rozmawiam i czuję Spokój. Z tego Miejsca mogę nie poddać się łzom i rozpaczy. Lekko choć z mocą utrzymuję ten stan, parę osób potrzebuje czyjejś obecności-bez-łez, przytomnej, współczującej, ale nie rozpadającej się.

Wsiadam w samochód, zabieram Go nad morze, obiecałam przecież 🙂

W strugach deszczu wieczorem docieram na miejsce, gdzie w ramiona wpada mi moje Żywe Stęsknione Dziecko. Zastanawiam się, jak jej powiedzieć, że Chłopiec odszedł stąd, niepotrzebnie tyle myślę, bo drugiego dnia Córka mówi do mnie sama: „Mamo, ja wiem, że On umarł, czułam to tego dnia, jak do mnie jechałaś, wiedziałam, że coś się stało, inaczej nie byłabyś tak późno”. I już. Dzieci są niesamowite…

Parę dni wakacji. I myśl: tylko tak chcę ‚pracować’. Wszystko co wcześniej w życiu robiłam miało mnie doprowadzić w to miejsce. W miejsce, w którym Wszystko sprowadza się do bycia prawdziwą i działania: pogłaszcz, przytul, opowiedz, posłuchaj, biegnij po pielęgniarkę, porozmawiaj z lekarzem czy księdzem, wyegzekwuj, podaj picie, zasłoń okno, pomasuj stópki, ręce, słuchaj i rozmawiaj, bądź, bądź sobą z całą dostępną świadomością 🙂 Dotrzymuj obietnic: gdy mówisz, że będziesz jutro, to bądź.

***

A potem jest miejsce, w którym najczulszą opieką otoczone są porzucone dzieci. Znowu Łódź. Tam śmierć, tu Początek Życia. Tam ukochane Dziecko otoczone najbliższymi do końca, tu porzucenie na „dzień dobry”. Znów przyjeżdżam i jestem, na ile mogę, na ile czas i inne okoliczności pozwalają. W przepięknym Miejscu, pełnym miłości, tulenia i chęci zrekompensowania Maluszkom trudnych doświadczeń, obok zapachu niemowląt, zapachu niemowlęcych oliwek i proszku do prania, wyświetlają się koszmarne filmy. Każde Dziecko to inna opowieść. Potrzymaj na rękach, przytul, pogłaszcz, a „opowie” Ci swoją. Podziękuj. Bądź, bądź prawdziwa, bądź sobą. Nie da się być nie-poruszoną, a mimo to można tam Być. Nie pomożesz rozpadając się. Pomóż najpierw sobie. Ukochaj odrzucenie i traumy, Pokochaj matkę-co-nie-chce-dziecka, tak jak pokochałaś matkę-co-nie-chce-oddać-dziecka, a potem wróć, jeśli nadal będziesz tego chciał/a. Pokochaj to, co jest Nie-do-pokochania ❤

***

W końcu jest Otwock, prawie-dom, prawie-Warszawa, pomieszanie Piekła z Niebem. Wymieszane opowieści, wymieszane zapachy: miłość i troska obcych ludzi z zapachem lęku, braku sensu, poczuciem bycia odrzuconą, niechcianą, nie-dość-jakąśtam Maleńką ludzką Istotą. Kto to jest mama? Ta co nosiła 9 miesięcy pod zamkniętym z przerażenia sercem…. Czy ta-która-kiedyś-może-przyjdzie? A jeśli nie przyjdzie? Uda się nabrać sił i wiary z miłości tych Cioć wszystkich, co tulą i kochają? A co jeśli NIKT NIGDY po mnie nie przyjdzie i będą umierać „niczyje” takie…. Wycie od podłóg po sufit. Słyszę, że stąd „ludzie wybiegają z płaczem”. Myślę sobie „Witaj w Domu”.

Nie daj się. Nie osądzaj. Pokochaj. Bądź. Działaj. Gdy powiesz, że będziesz jutro, to bądź.

Karolina Kowalska 

Yule

Ludzie od dawna obserwowali naturę. Ich życie zależało w ogromnym stopniu od zmian w niej zachodzących. Dostosowywali do niej zasiewy i zbiory upraw, gromadzili zapasy na trudne okresy – zimy lub susze. Dzięki temu nauczyli się rozpoznawać jej cykle i stałe okresy w niej zachodzące. Natura to nie tylko roślinność, czy temperatury, to również zmieniające się energie. W różnych okresach naszej historii i różnych rejonach wiedza astronomiczna była bardzo zróżnicowana jednak nawet w najmniej rozwiniętych obszarach zauważano takie zmiany jak punkty przesilenia czy równonocy. Najczęściej w takich okresach obchodzono różnego rodzaju obrzędy.

Jednym z bardzo ważnych dni jest właśnie zbliżający się okres zimowego przesilenia. W tym czasie obchodzono święto o nazwie Yule. To czas, kiedy dzień jest najkrótszy, a noc najdłuższa. W tym czasie ludziom towarzyszył często strach o przetrwanie: o żywność i ciepło. I choć nie we wszystkich obszarach zima jest równie trudna do przetrwania, to jednak wszyscy zauważali czas uśpienia i spowolnienia rytmu życia. Yule, to święto kiedy bogini rodziła nowego boga słońce, dającego nadzieję, że już niedługo dnia znów zacznie przybywać, znów pojawi się roślinność i znów będzie pod dostatkiem pożywienia, a natura stanie się bardziej przyjazna dla ludzi. Początków tego święta można się dopatrzyć w obchodach narodzin Boga Słońca celebrowanych w pradawnych czasach na wyspach Morza Śródziemnego. Później obchodzone było w większości krajów europejskich (w krajach słowiańskich aż do X wieku). Stopniowo zostało wyparte przez chrześcijańskie Boże Narodzenie.

Obchody Yule oczywiście różniły się od siebie i w różnych rejonach z czasem narastały różne zwyczaje. Palono wtedy polana, aby pomóc nowo narodzonemu bogu światła rozświetlać świat. Pomimo strachu o pożywienie, ucztowano. Było to więc, na przekór ciemności, święto światła i obfitości, suto zastawionych stołów, radości i zabawy. Aby zapewnić sobie pomyślność na następny rok dawano sobie prezenty, składano życzenia pomyślności i dostatku. Na znak, że pomimo ciężkich warunków uda się jednak przetrwać, przynoszono do domów zimozielone rośliny i ozdabiano je symbolami płodności natury: jabłkami, orzechami, pomarańczami, laskami cynamonu, woreczkami z ziołami czy ciasteczkami. We wszystkich tych zwyczajach jedna rzecz była wspólna. Zawsze chodziło o wytworzenie dobrej energii, nadziei na lepsze jutro, na to, że światło znów zwycięży i znów natura rozkwitnie pełnią życia.

Nie przez przypadek chrześcijańskie Boże Narodzenie zostało osadzone właśnie w tym czasie. Tradycja związana z obchodzeniem tego święta również jest bardzo podobna. Tu także obchodzimy radosne wydarzenie przyjścia Jezusa na świat, co zapowiada lepsze czasy radości i nadziei. Przynosimy do domów choinki i ozdabiamy je najpiękniej jak potrafimy, składamy życzenia i obdarowujemy się prezentami.

Nie chcę tutaj dzielić ludzi na chrześcijan i pogan. Moim celem było wykazanie, że bez względu na to z jakiego powodu świętujemy, jest to po prostu święto rodzinne, radosne i pełne nadziei. Święto, podczas którego ludzie powinni odczuć pozytywne wibracje. Na przekór zimie, niedogodnościom, milionom spraw, które chcemy załatwić na czas, to przede wszystkim święto, podczas którego powinniśmy się trochę zatrzymać. Zadumać nad cyklami natury, nad tym, że wszystko przemija, ale też się odradza, że stare odchodzi tylko po to, aby zrobić miejsce nowemu i że zawsze jest nadzieja.

Tekst ten piszę w czasie kiedy sama oczekuję narodzin dziecka, więc szczególnie jestem wyczulona na rodzinną atmosferę i na pozytywne wibracje i wiem, że to właśnie od nas zależy, jaka atmosfera będzie obecna w tym czasie w naszym domu. Moim sposobem na udane święta jest radość, zabawa, odpuszczenie tego, co niepotrzebne, a przede wszystkim miłość i zrozumienie. Mało ważne jest to, czy serwetki na stole będą idealnie pasować do wzorów na obrusie, a zdecydowanie ważniejsze, że ten stół nakryjemy razem z moją córeczką i do stołu zasiądziemy z całą rodzinką. Nie ma znaczenia, czy prezenty będą trendy, czy będzie to symboliczny drobiazg, ale to, że cała rodzina zaangażuje się w to, aby dać coś od siebie. Każdy w tym czasie będzie się starał pomyśleć o innych, o tym żeby sprawiać sobie nawzajem nawet drobne przyjemności. Święta można też obchodzić w sposób zupełnie inny, tak jak każdemu pasuje najbardziej.  Ważne żeby pozwolić sobie w tym czasie na poczucie radości, spokoju i nadziei. I takich właśnie pozytywnych wibracji wszystkim życzę.

Ewa Lenart

Historie życiem pisane

Wiem, że każdy ma swoją indywidualną drogę przez życie i w bardziej lub mniej świadomie nią podąża. Podobnie jest ze mną. Od czasu zabawy w Polu Matrycy moje decyzje są znacznie odważniejsze i bliższe temu, co czuję, czego pragnę i tego, jak chcę żyć.
Jednak był czas, kiedy pojawiały się w moim życiu dość brutalne lekcje.
Lekcje, które miały mi uświadomić, że błądzę we mgle. Lekcje, które miały mi pokazać, że stać mnie na więcej. Lekcje, które miały otworzyć mi szeroko oczy. Jakiś czas temu powrócił do mnie temat zasługiwania i w rozmowach z Polem Kwantowym przypomniała mi się stara historia, którą pragnę się z Tobą podzielić. Być może będzie dla Ciebie inspiracją.
Sytuacja ta wydarzyła się w moim życiu ponad 10 lat temu.
Pracowałam wtedy w poznańskiej telewizji i byłam jedną z bardziej zaangażowanych osób w rozwój firmy, a że jednocześnie studiowałam na prywatnej uczelni, gdzie czesne było dość wysokie, postanowiłam skorzystać z okazji i zainicjować współpracę pomiędzy uczelnią, a telewizją. Zaproponowałam swojemu szefowi swój pomysł tak skonstruowany, że zarówno uczelnia jak i telewizja by na tym bardzo skorzystały. Prezes klepnął projekt i pełna zapału zabrałam się do pracy. Rektor się zgodził i po ustaleniu wszystkich terminów, został ustalony termin nagrań do telewizji.
Gdy wszystko było gotowe poszłam do mojego ówczesnego szefa z dokumentami o współpracy do podpisania. Byłam bardzo podekscytowana, bo dzięki tej współpracy miałam mieć opłacony cały rok studiów. Tymczasem prezes powiedział, że nie może się jednak zgodzić na ten układ, bo dlaczego miałby to zrobić właśnie dla mnie? Dlaczego myślę, że na to zasługuję? Dlaczego ma mnie wyróżniać spośród innych pracowników?
W tym momencie zaniemówiłam. Zamurowało mnie. Po prostu wyszłam z gabinetu, powiedziałam dziewczynie z agencji reklamowej, że ma wszystko odwołać i z podkulonym ogonem wróciłam do domu.
Oczywiście tego typu sytuacje mobilizują mnie do działania, a nie do użalania się nad sobą i pierwsze, co zrobiłam to napisałam CV do różnych telewizji w Warszawie i wrzuciłam je do szuflady. Zaplanowałam wysłanie CV na lipiec kolejnego roku. Był właśnie początek października, a ostatni rok studiów wiązał się z pisaniem pracy dyplomowej, więc najlepszym czasem na zmianę pracy wydawał mi się lipiec, po obronie.
Tymczasem już w grudniu dostałam telefon od znajomej, że szukają pracowników w prywatnej stacji telewizyjnej w Warszawie, i że już o mnie wspomniała swojemu szefowi. Dowiedziałam się, że moja znajoma dopiero co zaczęła pracę w warszawskiej telewizji i to jej pierwsza rekrutacja, więc szuka najlepszych pracowników, aby się wykazać.
Co było niesamowite miałam zarabiać trzykrotność tego, co obecnie, tak że wysokość czesnego już mnie nie przerażała.W styczniu byłam na tygodniowym okresie próbnym, a od lutego wyprowadzałam się z Poznania do Warszawy. Poznańską telewizję pożegnałam z dnia na dzień, bez żalu i z pełną satysfakcją.
Z perspektywy czasu widzę, ile korzyści przyniosło mi takie zachowanie byłego szefa.
Dzisiaj dziękuję mu z całego serca za to, że zasiał we mnie taką wątpliwość w moje umiejętności. Dzięki całej tej sytuacji zdałam sobie sprawę, że jeśli zamykają się jedne drzwi to po to, aby otworzyły się nowe.
Gdyby doszło do współpracy, nie mogłabym zrezygnować z pracy w Poznaniu, bo miałabym zobowiązanie wobec uczelni i firmy. Gdyby nie zachowanie prezesa nie brałabym pod uwagę pracy w Warszawie, bo przecież miałam dobrą i ciepłą posadkę na miejscu. Gdyby nie słowa szefa nie miałabym motywacji do zmiany, do działania, a wystarczyło napisać cv i schować je do szuflady, aby Wszechświat zadziałał. Dodatkowo dostałam informacje od Stwórcy, że zasługuje na dużo więcej niż mi się wydaje. I tego się trzymam do teraz.
Mimo, że moja przygoda z telewizją zakończyła się kilka lat temu, całym sercem jestem wdzięczna za to, jakie lekcje odebrałam i czego się nauczyłam.
Dla Ciebie mam ważną wiadomość.
Pamiętaj, że wszystko, co się dzieje w Twoim życiu ma swój cel!

Grażyna A. Adamska

Tradycyjnie

Słowo to kojarzy mi się niezmiennie ze „Skrzypkiem na dachu” i niezapomnianą rolą Topola, który mistrzowsko odtworzył Tewjego Mleczarza. W tej doskonałej adaptacji znanego musicalu temat tradycji przewija się przez wszystkie wątki. I gdyby nie owa tradycja, zapewne Tewje nie miałby problemu z podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Blokuje ona szczęście jego córek, popycha do kłamstw, rozstań i rodzinnych dramatów. A jednocześnie jest dumą i spoiwem łączącym w jedno ubogich mieszkańców Anatewki. To właśnie tradycja pozwala zachować równowagę ludziom, którzy jak tytułowy skrzypek, grają muzykę swojego życia balansując na stromym dachu.

„Tradycyjnie, jak co roku…” – takimi słowami zaczynamy składać innym życzenia. Tradycyjnie ustawiamy choinkę, szykujemy świąteczny barszcz i rybę, idziemy na wigilię do nielubianego szwagra. Tradycja nakazuje przecież, więc musimy… No właśnie. Taka presja! Czy ta tradycja jest zatem dobra czy zła? Od razu udzielę odpowiedzi, że żadna jakość nie jest pozytywna ani negatywna. Wszystko zależy od nas, od naszej interpretacji i od tego, co zrobimy z ofiarowanym nam przez życie darem.

Dwa lata po wyjściu za mąż zdecydowałam, że nie będę jeździć na wigilię do mamusi, lecz sama zorganizuję świąteczną kolację dla swojej rodziny. Czułam się szczęśliwą żoną i panią domu. Nie chciałam świąt spędzać w podróży pomiędzy jednymi i drugimi rodzicami. Chciałam też stworzyć własną tradycję, coś dla mnie, mojego męża i dzieci. Zaczęłam od wystroju mieszkania, kontynuowałam ubraniem choinki, a wreszcie dotarłam do ustalenia menu tej wyjątkowej i jedynej w roku uczty.

Moja babcia, a potem mama, podawały na wigilię karpia w galarecie, następnie żurek, potem pierogi z kapustą… itd. Myślę, że to był kluczowy moment, kiedy zadałam sobie prozaiczne pytanie: czy ja chcę karpia? Czy muszę? Przecież nikt z nas go nie lubi. Wyrzuciłam ryby z listy potraw, ponieważ ryby jadam tylko w lecie i tylko w jednym barze w Polsce – przyrządzone przez naszego sympatycznego znajomego Marcina. Potem wykluczyłam żurek i inne potrawy, które jadałam zawsze tylko dlatego, że tak każe tradycja. Ułożyłam własne pyszne menu, które odpowiadało wszystkim w moim domu.

Ktoś może powiedzieć: ależ tak nie wolno, tradycją jest ryba na wigilię. Myślę, że wielkim minusem jest narzucanie sobie tego, czego nie chcemy, tylko dlatego, że tak każe zwyczaj. Światły człowiek jest otwarty nie tylko na zmianę poglądów, ale także odejście od tego, co mu w niczym nie służy. W gruncie rzeczy, gdybyśmy kurczowo trzymali się przyzwyczajeń, to dzisiaj nie mielibyśmy lamp elektrycznych, bo przecież sto lat temu tradycją było zapalanie świecy. Nie byłoby komputerów, komórek ani innych urządzeń. Tradycja traktowana jako przymus i nakaz jest wrogiem postępu.

Co w niej zatem dobrego? Po pierwsze łączenie ludzi o zbliżonych poglądach. Dla wielu ludzi tradycja to tożsamość i przynależność. To możliwość dzielenia się wrażeniami, legendami i symbolami zrozumiałymi tylko dla nas. To poczucie bliskości i budowanie choćby częściowe kultury. Mądrze nakreślana to także tworzenie dobrych i wartościowych rytuałów.

Po drugie – wspólne dla grupy zwyczaje, takie jak nadchodzące święta, to cudowne otwieranie serc. Nie wszyscy na świecie obchodzą Boże Narodzenie. Są kultury, w których taki dzień nie istnieje. Ale te, które świętują przyjście na świat Chrystusa, odnajdują w tym okresie piękną wspólnotę, która wyraża się w życzliwości, serdeczności i wspaniałych życzeniach. Ludzie dzielą się opłatkiem lub chlebem, obdarowują prezentami i wzajemnie odwiedzają. Zauważam w tym czasie więcej ciepła i tolerancji. Bo tradycja nakazuje nie tylko jeść rybę, ale także wybaczać. I czasem to pomaga zajadłym wrogom w podaniu sobie ręki. Bo nie wypada inaczej. Nie ma znaczenia, że wybaczać powinniśmy innym nie tylko od święta, bo lepiej wybaczać raz w roku, niż nie wybaczać wcale.

Krąży w sieci złośliwy mem, który wzgardliwie mamrocze o tym, że nadchodzi czas fałszywych życzeń. Bardzo nieszczęśliwa jest osoba, która go stworzyła lub rozpowszechnia. Bardzo biedna i złakniona miłości. Ale tu właśnie widać, że przymus zabija w nas serdeczność. Są ludzie, którzy zmuszani do składania życzeń widzą w tym coś przykrego. Być może, gdyby nie tradycja postrzegana jako presja, chętniej otworzyliby serce na pozytywne dla siebie i innych doświadczenia. Dobre słowa są jak latarnia, która rozprasza mrok. Wnoszą światło i uzdrawiają. Nie szczędźmy sobie ciepłych słów.

Nie miewam takich problemów. Każdemu, dokładnie każdemu, życzę miłości, radości i szczęścia. Także tym, którzy zachowali się wobec mnie niegodziwie. Im bardziej będą kochani i szczęśliwi, tym mniej złych rzeczy będą wyrządzać komukolwiek – to proste. Dlatego dobre życzenia są jak magiczna różdżka, która uzdrawia świat. Składanie życzeń jest jednym z najpiękniejszych zwyczajów na świecie, ponieważ cokolwiek życzymy innym, umacniamy także w sobie.

Oczywiście nie potrzebujemy świąt i opłatka, by mówić sobie ciepłe słowa – to jasne. Możemy każdy dzień zaczynać od dobrych życzeń. Ale podobnie, jak w przypadku wybaczania – są wśród nas ludzie, którym taki rytuał jest potrzebny, aby w ogóle wyartykułowali coś pozytywnego do drugiej osoby. Lepiej od święta życzyć innym szczęścia niż nigdy nic dobrego nie powiedzieć. Myślę, że to przykład, który pokazuje, że tradycja uczy pięknych wartości.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego lubię świąteczne zwyczaje. Roziskrzona światełkami choinka i stos kolorowo zapakowanych prezentów budzi we mnie radość wewnętrznego dziecka. Zapach świerkowych gałązek i gotowanych grzybów przywołuje obrazy cudownego dzieciństwa i błogości; czasów, kiedy byłam malutka i szczęśliwa. Jakże łatwo wtedy rozdmuchać w sobie ten drobny płomyczek szczęśliwości i oświetlić nim chwilę obecną. Czasem wystarczy, że pochylę się nad gałązką choinki i powącham ten cudowny leśny aromat. Zamykam na chwilę oczy i… kiedy je otwieram, jestem w raju. Wiem, że każdy to potrafi, jeśli tylko zechce.

Staram się podążać za głosem serca i być w zgodzie z tym, co gra w moim wnętrzu. Dlatego jestem uparta i niezwykle odporna na presję. Nie daję się zmuszać do niczego, ponieważ sama wybieram to, co dla mnie dobre i wartościowe. W świątecznych zwyczajach umiem znaleźć wiele pięknych elementów, które wzbogacają mnie i moich bliskich. Szukam takich rzeczy w tradycyjnych przekazach moich przodków, doceniając ich mądrość. Przecież piękno nie urodziło się dzisiaj. Otwierając się na zmiany, które nieuchronnie nadchodzą każdego dnia, sama także tworzę nowe, pozytywne rytuały. Wierzę, że ktoś kiedyś z ciepłym uśmiechem także nazwie je tradycją.

Bogusława M. Andrzejewska

 

Horoskop z kwiatów – 3

RÓŻA

(od 29 sierpnia do 23 września)

Zmysłowy i pełen radości życia, z optymizmem podchodzi do problemów. Marzy o nieziemskiej miłości, pewnie dlatego wyjątkowo długo szuka partnera i czasem go wcale nie znajduje. Kochankiem bywa wymagającym. Jest tytanem pracy i mistrzem w samodoskonaleniu. Stawia wysoko poprzeczkę sobie i innym.

***

CHRYZANTEMA

(od 24 września do 18 października)

Rozważny i sprawiedliwy, uczciwy i konsekwentny, ale także krytyczny i wymagający wobec innych. Umie wybaczać, lecz nie zapomina doznanych przykrości. Długo podejmuje decyzję, ale potrafi zrobić to nieoczekiwanie i nagle zmienić pracę, dom, mieszkanie. W miłości lubi być zdobywany, kocha przygody, ale długo się waha, zanim zwiąże się z kimś na dłużej.

***

NAPARSTNICA

(od 19 października do 7 listopada)

Energiczny i dynamiczny, o silnej woli. Ma duże zdolności do zarządzania innymi ludźmi – urodzony szef. Z entuzjazmem angażuje się w słuszne sprawy. Brakuje mu nieco zdolności dyplomatycznych, dlatego też przysparza sobie czasem wrogów. Potrafi dochować tajemnicy. Słabo radzi sobie z własnymi problemami sercowymi i finansowymi.

***

IRYS

(od 8 listopada do 12 grudnia)

Inteligentny. Lojalny i wierny ludziom i sprawom. Ma skomplikowaną naturę. Pozornie przystępny i wesoły, otoczony gronem przyjaciół, w rzeczywistości pełen dystansu. Z zapałem poświęca się karierze, ale tylko wtedy, kiedy ma widoki na sukces. Chętnie podejmuje wyzwania, potrafi być bardzo wytrwały. Impulsywny. Często łamie serca płci przeciwnej.

***

MADRAGORA

(od 13 grudnia do 5 stycznia)

Ambitny i konsekwentny. Dąży do zdobycia władzy albo dużych pieniędzy. Ceni wymierne sukcesy. Lubi ryzyko, ale porażki wpędzają go w desperację. Krytyczny, dostrzega w ludziach ich słabe strony. Nieufny chociaż tolerancyjny. W życiu osobistym chłodny i zamknięty. Odsłania się tylko przed kimś, z kim jest w długotrwałym związku, komu nauczy się wierzyć.

 

Horoskop z kwiatów – 2

OSTRÓŻKA

(0d 11 do 31 maja)

Jest zawsze pewien swoich racji i broni ich do upadłego. Wierzy w siebie i potrafi walczyć o swoje dobre imię. Ma silną wolę. Choć energiczny i rozsądny, nie zawsze potrafi osiągnąć zamierzony cel. Przywiązuje dużą wagę do uczuć, ale trudności łatwo go zniechęcają. W przyjaźni lojalny, w życiu czasem cyniczny. Ceni materię i wygodę.

***

PASSIFLORA

(od 1 do 23 czerwca)

Dowcipny, pełen uroku, ale wrażliwy i łatwo go zranić. Skłonny do kompromisu. Jest zmienny – raz pragnie błyszczeć, innym razem woli schować się w cieniu. Mistrz flirtu, potrafi perfekcyjnie uwodzić, ale głębokie uczucia wyznaje z trudem. Świadom swoich intelektualnych zdolności tęskni do sukcesu, ale nie zawsze go osiąga, ponieważ brak mu wytrwałości.

***

ORCHIDEA

(od 24 czerwca do 11 lipca)

Kocha swobodę i niezależność, ale nie za cenę ciężkiej pracy. Uwielbia niespodzianki. Uparty, miewa czasem klapki na oczach. Potrafi być uroczy, ale bywa tez kapryśny i nieznośny. W małżeństwie wierny i oddany, skłonny do poświęceń. Umie jednak z życia czerpać i dla siebie, lecz robi to bardzo dyskretnie. Lubi się uczyć i poznawać nowe rzeczy.

***

LILIA

(od 12 lipca do 5 sierpnia)

Zrównoważony i dominujący, umie zachować dystans do ludzi problemów. Chłodna wyniosłość kryje często niezadowolenie z siebie. Nie lubi dobrych rad, ale sam sobie świetne radzi. Jest doskonale zorganizowany. Nawet złe wiadomości nie wytrącają go z równowagi. W miłości wymagający, choć sam nie daje z siebie wszystkiego.

***

MAK

(od 6 do 28 sierpnia)

Nie znosi monotonii, dąży do przyjemności, uciech, sukcesu. Wszystkich dookoła zaraża swoja radością. Jest niecierpliwy, a przeszkody go nie zrażają. W ludziach ceni przede wszystkim poczucie humoru i bystry intelekt. U inteligentnych przyjaciół potrafi przymknąć oko na inne wady. W miłości jest zazwyczaj kapryśny i niestały.

 

cdn…

 

Horoskop z kwiatów – 1

POWÓJ

Od 6 stycznia do 2 lutego

Ma mnóstwo oryginalnych pomysłów. Jest niezwykle inteligentny, choć czasem oderwany od rzeczywistości. Umie zarabiać duże pieniądze. W miłości ostrożny, nie znosi zaborczości. Nie lubi się wiązać na dłużej z jednym człowiekiem, sprawą czy miejscem. Szuka stale nowych wyzwań.

***

LOTOS

Od 3 lutego do 1 marca

Wrażliwy aż do przesady. Gotowy do poświęceń. Kocha liczną rodzinę i tęskni za prawdziwym domem, pełnym dzieci. Lubi kojarzyć pary. Sam uczuciowy i kochliwy, zmienia partnerów jak rękawiczki. Rozumie innych, bywa więc bardzo dobrym przyjacielem.

***

ŻONKIL

Od 2 do 21 marca

Jest urodzonym optymistą, konsekwentnie dąży do osiągnięcia szczęścia i pociąga za sobą innych. Szuka zgody i harmonii, wprowadza wszędzie dobrą energię. W uczuciach stały i lojalny. W przyjaźni wspierający, jednak rzadko rozumiany i z tego powodu często bywa samotnikiem.

***

FIOŁEK

Od 22 marca do 20 kwietnia

Wrażliwy i otwarty, doskonały powiernik tajemnic. Łatwo go urazić, ale wiele potrafi wybaczyć. Starannie dobiera sobie przyjaciół. W miłości niezbyt stały. Jest odważny i przebojowy. Szuka stale nowych przygód. Profesjonalny i pracowity, ponosi porażki z braku konsekwencji.

***

MALWA

Od 21 kwietnia do 10 maja

Wspaniałomyślny i towarzyski, lecz czasem także próżny. Kocha piękno we wszystkich jego przejawach. Uzdolniony artystycznie i zmysłowy. Ma dar przekonywania i z każdym potrafi znaleźć wspólny język. Jest bezkonfliktowy, ale potrafi też doskonale poradzić sobie z problemami.

 

cdn…

 

Szczęśliwego Nowego Roku!

Weszliśmy w Nowy Cudowny Rok! Otworzyły się dla nas nowe możliwości i wiele pięknych doświadczeń. Jak zawsze, to głównie od nas i naszego nastawienia zależy, czy wykreujemy sobie mnóstwo szczęścia i sukcesów. Nasze myśli i emocje tworzą naszą rzeczywistość.

Rok 2016 ma numerologiczną wibrację DZIEWIĘĆ. To może być okres bilansu i rozliczenia z przeszłością, z całym cyklem. W tym czasie intensywnie rozwijamy się duchowo poprzez doświadczanie wyzwań. Jednak nie warto skupiać się na negatywnych sytuacjach, ponieważ te pozytywne również się pojawią. Ten rok jest okresem dużej huśtawki wydarzeń – raz po wozem, raz na wozie.

W takim roku duże powodzenie mają sprawy prawne oraz zawodowe rozpoczęte w latach poprzednich. Ten okres sprzyja też podróżom, nauce i rozwojowi duchowemu. Można brać udział w szkoleniach, medytować i praktykować. Przedsięwzięcia związane z pracą nad sobą i z ezoteryką układać będą się dobrze. Podobnie jak każda działalność charytatywna i wszelkie fundacje. Tutaj możemy zaczynać z nowymi pomysłami, ponieważ ta wibracja patronuje wszelkim działaniom altruistycznym.

Na tę charakterystykę należy nałożyć cechy swojej liczby urodzeniowej, ponieważ 2016 – jako rok osobisty – wibruje zgodnie z liczbą z całej daty naszego urodzenia. Kto jest Jedynką, poczuje wiatr w żaglach i rozpocznie nowe rzeczy. Dwójki i Jedenastki maja przed sobą pełen emocji czas współpracy, a Trójki twórczość i zabawę. Dla Czwórek to rok cierpliwości i pracy, dla Piątek okres nauki i podroży albo przeprowadzki. Szóstki powinny skupić się na domu i rodzinie, a Siódemki na rozwoju wewnętrznym. Ósemki teraz odcinają kupony i zbierają to, co zarobiły wcześniej, a Dziewiątki rozliczają cały miniony cykl.

Wszystkim naszym Czytelnikom i Sympatykom życzymy cudownych, pełnych miłości dni w Nowym Roku. Niech mnożą się sukcesy i pomyślne wydarzenia. Odkrywajcie nowe lądy, realizujcie marzenia, a bogactwo niech zawsze Wam towarzyszy w postaci konta pełnego pieniędzy oraz wielu życzliwych i pomocnych osób na Waszej drodze. Wszystkiego dobrego!

Wasza Redakcja